ZAPRASZAMY DO REJESTRACJI C:
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Planeta- Sea + za dużo SF = zuo

Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Planeta- Sea + za dużo SF = zuo   Pon Cze 24, 2013 7:15 pm

Ameryka zmierzył wzrokiem stojące przy wodopoju zwierzę. Było to coś pomiędzy krową, jeleniem, a jeżozwierzem. Miało długie nogi i rogi jelenia, gruby tułów pokryty gromadą szpilek. Brak wymion skwitował byciem albo samcem albo jałówką. Naciągnął łuk dokładnie wymierzając i puścił strzałę. Ugodzone zwierzę wystrzeliło wokoło „dojrzałe” igły. Alfred szybko skrył się za drzewem, w który wbiła się jedna z igieł. Upadek zwierzęcia upewnił go, że trafił celnie. Zręcznie zarzucił sobie na plecy drgające ciało zwierzęcia. Szybkim krokiem dotarł do swojego nowego domu na drzewie. Nie byłoby to nic dziwnego, gdyby nie fakt, że drzewo było z kamienia.
Opaliwszy zwierzę z ostrych włosków rozciął gruby brzuch zwierzęcia. Po kolacji złożonej z jeżo-jelenio-krowy i miseczką okrągłych kulek będących zawartością migdałowatych łupinek Alfred zaczął szykować sobie strzały. Robił je z kolców swojej kolacji oraz kłów i trucizny pewnego drapieżnego gatunku. Wyglądały jak wilki pokryte chitynowym pancerzem.
Jego spojrzenie powędrowało na samodzielnie złożoną półkę. Leżał na niej chip. Ostatnia rzecz łącząca go z Flotą. Wziął go na chwilę do lewej dłoni, na której znajdowała się blizna po usunięciu chipa. Co najbardziej go zastanawiało to to, że nie on go sobie wyciął. Odłożył mały przedmiot pozwalając sobie na powrót do tych niemiłych wspomnień, czyli swoich ostatnich dni na Flocie. Jednakże coś czego nie chciał pamiętać powróciło pierwsze…
-Alfred obudź się! Anglia ma dzisiaj naprawiać prawą burtę statku, a ty zaspałeś!- krzyczy Kanada ciągnąc swojego nastoletniego brata z kołyskowego łóżka. Ameryka szybko zerwał się. Nie mógł przegapić okazji by poobserwować opiekuna przy pracy. W końcu to on go uczył. Obydwaj założyli maski z tlenem, gdy weszli za pierwszą przegrodę. Wyjrzeli przez okno. Biały, błyszczący kokpit robota w kształcie naboju przyciągał uwagę. Gumowe ramiona pracowicie zalepiały dziurę. Ameryka z radością ujrzał twarz Anglii bezpiecznie zamkniętego w metalowej pokrywie. Pomachał do niego. Arthur odesłał uśmiech i zamachał mu przez szybę po czym znów wziął się za składanie statku do kupy… Żadna inna osoba nie wiedziała jak to się stało, że robot nagle oderwał się od burty. Na początku Alfred pomyślał że Anglik chce się popisać przed coraz większym gronem ciekawskich, ale kiedy zobaczył strach na jego twarzy mina mu zrzedła. Najwidoczniej nie tylko on to zauważył, bo rozległy się krzyki. A tymczasem robot „nabój” oddalał się i oddalał. Ameryka już nie mógł dojrzeć co się dzieje z Anglią. Ktoś złapał go mocno za ramię i próbował odciągnąć od okna. Ale on chciał zobaczyć! Arthur przecież nie mógł zginąć z takiego powodu! Co najprędzej od ataku negatywnie nastawionych istot żywych, a nie od zaprzestania działań robota. Osoba, która próbowała go odciągnąć, krzyknęła coś. Alfred nie usłyszał jaka była treść wiadomości, ale jeden ze Strażników złapał go pod brzuch i zarzucił sobie na ramię wynosząc go z beztlenowej strefy. Za nimi został ciągnięty Matthew…
Po jego policzku spłynęła łza. Pamiętał jak się wykłócał z Strażnikami o to, że Anglia żyje. Że musi żyć. To nie możliwe by nie przeżył. Krzyczał, miotał się, wrzeszczał i wysyłał informacje umysłem obciążając całą sieć póki jeden ze Strażników, rozindyczony zachowaniem chłopaka, pokazał mu wykres zachipowanych. Chip Anglii nie istniał. Najwidoczniej robot spłonął po zbliżeniu się do niedalekiej gwiazdy. Oznaczało to też, że nie da się stworzyć dla duszy Anglii mechanicznego ciała.
Pojawiły się kolejne srebrzyste krople. „Czemu on? Czemu akurat tak?” myślał dalej płacząc. Gdyby tylko się udusił można by go było odnowić. Byłby dalej z nim. Widziałby jak rośnie na nowo, jak rozwija się, jak zostaje wyróżniony jako najlepszy pilot… a tak nie widział niczego. Spłoną razem ze swoim wrakiem w gorących promieniach gwiazdy… Dopiero teraz dotarło do niego, że przecież na ziemi był już dorosły. Więc czy też był biomechanicznym robotem? Złapał za leżący niedaleko kieł z zamiarem wbicia go w dłoń. Ale robotów się nie chipuje. Odłożył więc go by znów się położyć. Ziemia… Anglia mu o niej opowiadał. On sam pamiętał z niej nie wiele. Czemu? Nikt mu nie powiedział.
Obudził się w dziwnej półprzeźroczystej kolbie. Nie wiedział za bardzo co to za miejsce. Ktoś nad nią stał i rozmawiał. Dwie osoby, jeden mocny, nosowy głos, a drugi pełen ulgi, nawet trochę radosny z nieznanym Alfredowi akcentem.
-Halo?- spytał niepewnie. Obydwa głosy przycichły i szklana kopuła się uniosła. Mężczyzna ubrany w białą koszulę o ładnych zielonych oczach przyklęknął przy nim z łagodnym uśmiechem. Alfred widząc jego twarz mógł powiedzieć tylko jedno- Ale ma pan grube brwi… ale za to ładne oczy!- dodał szybko widząc, że uśmiech zniknął z twarzy mężczyzny. Pogłaskał go po główce delikatnie.
-Dziękuję Alfredzie.
-Kim pan jest?- spytał chłopczyk podciągając bose nóżki i opierając głowę o kolana.
-Jestem Arthur Kirkland, ale ty mów mi Anglia, dobrze Ameryko?- powiedział podając rękę. Złapał ją, a Anglia pomógł mu wstać.

To znów zabolało. ”Nie wspominaj go!” Skarcił siebie. Więc o czym myśleć? Może o tym jak tu trafił?
<i> -„Alfred co się dzieje?!”- spytał Matthew w drugiej maszynie. Ameryka nie wiedział. Co za ironia losu… najpierw Anglia teraz on. Głupi Los. Mimo woli obserwował jak oddala się od Floty. Ogromne statki z każdą chwilą oddalały się od niego. Zastanawiał się czy tak czuły się kobiety, których mężczyźni wyruszali na podbój Nowego Świata. W kokpicie tlenu starczy mu na tydzień, w skafandrze na trzy. Szkoda tylko, że nikt go szukać nie będzie… Zamknął oczy czekając na nieuniknione. ..
Obudził się na nieznanej mu planecie. Pierwsze co go uderzyło to brak łączności z umysłami mieszkańców Floty. Odczuł to bardzo dotkliwie. Dopiero po chwili zorientował się, że nie jest w robocie. Właściwie to kombinezonu też na nim nie ma. Gdy się podniósł zorientował się, że boli go lewa dłoń. Jej wierzch został rozcięty troszkę, a dalej zobaczył zakrwawiony chip…

Obszedł jeszcze raz niesamowite drzewo. Pleciony dom na jego szczycie był niesamowity. Osoba lub osoby, które go zrobiły musiały poświęcić na to dużo czasu. Wewnątrz znalazł kilka kamiennych misek, moździerz i miejsce na ognisko…</i>
Westchnął przekręcając się na bok. Świadomość braku towarzystwa przytłaczała go. Raz próbował oswoić jednego z chitynowych wilków, ale ten go ugryzł. Chorował przez dwa tygodnie i gdyby nie zapas żywności w chatce pewnie by padł.
-„Ratunku! Pomocy!”- rozległo się nagle w ciszy jego umysłu. Zerwał się na równe nogi i rozejrzał. Czyżby ludzie?
-„Co się dzieje? Gdzie jesteś?”- odesłał wiadomość lekko podekscytowany a w odpowiedzi dostał obraz. Przedstawiał on zacienioną polankę, kawałek skały i stado chitynowych wilków.-„Już pędzę!”- odparł. Wiedział, gdzie to jest, a fakt, że może znów zobaczy ludzi dodawał mu skrzydeł. Wpadł na polanę posyłając kilka strzał w najbliżej stojące zwierzęta. Wilczyska zawyły i szybko zniknęły w leśnej głuszy.
-„Nic ci nie jest?”- spytał odwracając się do człowieka. Zamarł.
To coś nie było człowiekiem. Beżowa skóra, długi masywny ogon i spiczaste uszy… Stworzenie otworzyło oczy. Były koloru szmaragdów, takie pełne i piękne… przypominały mu oczy… nie! Miałeś o nim nie myśleć. Tymczasem kosmita zadrżał i padł przed nim na kolana.
-„Wybacz mi o Ognisty! Błagam nie rób mi krzywdy i pozwól wrócić mi do swojego gniazda!”- pokornie prosił głos. Ameryka nie za bardzo wiedział co odpowiedzieć.
-„Jesteś ranny?”- spytał podchodząc na co kosmita przekręcił głowę i zadrżał. Alfred zauważył długą czarną szramę na końcu ogona.-„ Daj opatrzę cię.”- dodał szybko i poderwał kosmitę do góry. Stworzenie natychmiast odwróciło wzrok i dalej drżąc pozwoliło się prowadzić do domku na kamiennym drzewie.
Bardzo szybko Alfred zorientował się, że musi go po prostu wnieść. Istota nie potrafiła ustać choćby na jednym szczeblu by nie syczeć z bólu. Położył go na jednej z mat na brzuchu.
-„Proszę nie…”- błagała postać, a z jej dużych ślepi popłynęły dwie łzy. Ameryka nie wiedział przez chwilę o co chodzi. Dopiero „wyrwany” z niej obraz sprawił, że zrobił się czerwony.
-„O co ty mnie oskarżasz?! Ja chcę ci tylko pomóc!”-warknął dotykając rany kawałkiem materiału nasączonego w płynie dezynfekującym własnej produkcji. Kosmita wydał z siebie piskliwy dźwięk.-„Już, już…”- zamruczał łagodnie obwijając ranę swoją koszulką.-„Lepiej?”- spytał, ale istota znów zaczęła oddawać mu pokłony.
-O wielki Ognisty. Dziękuję ci za pomoc. Czy mogę wrócić do swojego gniazda?”
-„Oszalałeś?! Nie dojdziesz tam za Chiny…”
-„Za co?”- pytające myśli stworzenia zalały go.
-„Nieważne. Nie puszczę cię samego i nie nazywaj mnie Ognisty”
-„To jak mam mówić?”- spytało.
- „Alfred.”- stworzenie zrobiło śmieszną minę.-„A ty jak się nazywasz?”
-„ Rutra”- odpowiedziało stworzenie z godnością.
-„Miło mi poznać.”- wyciągnął dłoń. Stworzenie spojrzało na nią to na niego. Rozbawiony przesłał mu obraz ludzkiego powitania. Kosmita znów poruszył uszami i przysunął swoją dłoń do dłoni Ameryki. Ten uścisnął ją stwierdzając, że skóra stwora jest bardzo przyjemna w dotyku. Taka delikatna.
Rutra położył się na podłodze zamykając oczy. Alfred zrobił to samo z drugiej strony. Jednak przez jakiś czas obserwował stworzenie. Czyli przez cały ten czas one tu były? I dlaczego go tak dziwnie nazywają? Rozmyślając oddał się w objęcia Morfeusza.


Ostatnio zmieniony przez Sealandia dnia Pon Lip 29, 2013 9:25 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Prusy

avatar

Male Wiek : 317
Liczba postów : 584
Birthday : 18/01/1701
Join date : 05/04/2013
Skąd : Królewiec

PisanieTemat: Re: Planeta- Sea + za dużo SF = zuo   Nie Lip 07, 2013 2:56 pm

*tak dawno nie zaglądał do tego działu* Fajny fanfic, takim hm... nietypowy! ^^ Mi przypadł do gustu ^^
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Planeta- Sea + za dużo SF = zuo
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Planeta Sin
» Pierwsza planeta

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Moda na Mafię :: 
 :: 
Wasze prace
-
Skocz do: