ZAPRASZAMY DO REJESTRACJI C:
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dzieło o bunkrze, czyli "Zabijcie mnie, bo nie umiem pisać horrorów!"

Go down 
AutorWiadomość
Norwegia

avatar

Male Liczba postów : 130
Join date : 14/05/2013
Skąd : Oslo

PisanieTemat: Dzieło o bunkrze, czyli "Zabijcie mnie, bo nie umiem pisać horrorów!"   Wto Lip 09, 2013 5:07 pm

Ten tego... Wstawiam, bo tak. (znajduje się jeszcze na dA)
Dobra, sam prolog jak na prolog wyszedł zbyt długi, a przynajmniej na moje oko. I pierwszy raz biorę się za tak duże przedsięwzięcie. Postaram się zrobić z tego horror, o ile mój porządnie wybrakowany talent na to pozwoli. W każdym razie jak ma być horror to muszą być i ofiary. Mam czwórkę do wyboru, a do teraz się zdecydować nie mogę, kogo życia pozbawić... Skończy się chyba na wyliczance.
I jaram się, bo II wojna. Ja lubię takie tło.
I znów stwierdzam, że piszę lajty. To w ogóle straszne nie wyszło *idzie się załamywać*.

Długie szare ciągnące się nieskończenie korytarze podziemnego bunkra zalewało nikłe światło dawane przez małe lampki. Huk wywołany masowym bombardowaniem był doskonale słyszalny nawet pod ziemią. Uderzenia pocisków były na tyle mocne, że zakłócały przewodzenie prądu w tym posępnym labiryncie. Co chwila bujające się na wszystkie strony lampy gasły, to znów zapalały się na nowo. Przez to aż strach było zapuszczać się w głąb bunkra. A szczególnie tyczyło się to nowicjuszy, którzy nie mieli zielonego pojęcia o dokładnym rozmieszczeniu poszczególnych miejsc.
Z końca jednego z korytarzy można było usłyszeć stukanie młotków uderzających w sporych rozmiarów gwoździe. Ach, no tak, nakazano odgrodzić i zamknąć nieuczęszczaną część bunkra. Dokładnie nie wiadomo dlaczego, ale każdy przebywał po "tamtej stronie" odczuwał coś dziwnego, strasznego. Diabolicznego... Wkrótce zaczęły krążyć pogłoski, że to miejsce jest nawiedzone. W nocy można było usłyszeć tam różne dziwne odgłosy, ale przede wszystkim rozrywające rozpaczliwe wycie i błagania o pomoc. Tak więc nikomu nawet przez myśl nie przeszło, żeby zapuszczać się w tamte tereny. A więc w końcu ubłagano Ludwiga Beilschmidta, aby nakazał zamknąć bunkier, albo chociaż jego część. Po długich prośbach przystał na żądania.
-Kończcie szybciej, albo nas tutaj zasypie! -ponaglał zmagających się z przybijaniem desek pułkownik. Z niepokojem rzucał spojrzenia na sufit z masą szczelin z których co chwila wysypywała się gleba.
Nagle dał się słyszeć potężny huk i wszystkie lampy na długości całego korytarza zgasły. Równocześnie z tym dał się słyszeć przesycony strachem krzyk jednego z żołnierzy.
-To tylko problemy z rozdzielnią, nie trzęście portkami, tylko kończcie! To rozkaz! -ryknął rozwścieczony pułkownik podchodząc bliżej pracujących oświetlając im jednocześnie miejsce pracy.
Popędzani żołnierze posłusznie zabrali się za wykonywanie rozkazu. "A mówią, że to przeklęte miejsce... To udzie mają wybujałą wyobraźnię!", takie myśli towarzyszyły pułkownikowi czuwającemu nad wszystkim jak strażnik więzienny. Zaczęto wbijać już ostatnią deskę. Mężczyzna wpatrywał się w czarną przestrzeń pomiędzy spróchniałymi kawałami drewna. Po plecach przeszedł go zimny dreszcz. Jednak w tej mrocznej czerni było coś przerażającego... Jednak ten ignorując podświadomość, która nakazywała mu zabierać ludzi i uciekać jak najszybciej z tego okropnego miejsca, jedynie uśmiechnął się szyderczo.
Szybko jednak pożałował swojej decyzji. Krótką chwilę po tym z dość dużej wyrwy pomiędzy deskami z prędkością światła wyłoniła się ludzka ręka. Jakaś taka dziwnie pokiereszowana, jakby od poparzeń i na dodatek zakrwawiona. Wszyscy automatycznie rzucili się do ucieczki chcąc uniknąć spotkania z tym, co znajdowało się za cienką warstwą desek, które w każdej chwili mogły się połamać.
"A więc to prawda! Te wszystkie plotki to prawda!", powtarzał w myślach pułkownik biegnąc co sił w nogach do wyjścia. Huk wywoływany przez bomby spadające na ziemię znajdującą się nad nimi przybrał na sile. Nie było mowy o tym, aby rozdzielnia zaczęła znów działać. Wszyscy potykając się o leżące na podłodze przedmioty uparcie biegli co tchu do wyjścia. Na to wszystko nałożyło się upiorne wycie i uderzenia w przegrodę zrobioną z desek. Jedno było pewne, to co było za zaporą żyło. Żyło i prędzej czy później wydostanie się ze swego więzienia. A o tym co mogłoby się wtedy stać nikt wolał nie myśleć.
Ignorując zagrożenie na powierzchni wszyscy wybiegli z bunkra jak oparzeni, wcześniej jednak dokładnie zamykając żelazne drzwi. Wejście zostało przykryte stertą gałęzi z drzew iglastych, nie można było sobie pozwolić na utratę tego miejsca. Ludwig wtedy kazałby cały oddział rozstrzelać lub powiesić.
Co stało się z Niemcami, którzy widzieli to nadprzyrodzone mrożące krew w żyłach zjawisko? Zaginęli w tajemniczych okolicznościach, jedno jest pewne, nie było już szans, aby znaleźć ich żywych. A pułkownik? Jako jedyny popełnił samobójstwo, wcześniej jednak zdając raport o tym co widział Ludwigowi. Czy ten mu uwierzył? To wie tylko on sam.
W każdym razie wspomniany wyżej bunkier owiany został tajemnicą. Nikt nic nie wiedział, nikt nic nie słyszał. Chciano o tym wszystkim zapomnieć. Jednak wkrótce sekrety skrywane przez ten podziemny labirynt miały zostać na nowo odświeżone. Przez grupę złożona z czterech osób, dwóch Niemców, Austriaka i Włocha. Sami, z czystego przypadku mieli się natknąć na to przeklęte miejsce? A może zaplanował to ktoś, kto zarządza brutalnymi i krwawymi wydarzeniami z samych piekieł?


Dobra, wiem, że nikt tego i tak nie przeczyta, ale co tam, jakby co mogę zdradzić kilka drobniejszych szczegółów dotyczących powyższego czegoś. Bo zawsze niby warto mieć nadzieję i... No kogo ja oszukuję...


Ostatnio zmieniony przez Norwegia dnia Sro Lip 24, 2013 9:28 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Prusy

avatar

Male Wiek : 317
Liczba postów : 584
Birthday : 18/01/1701
Join date : 05/04/2013
Skąd : Królewiec

PisanieTemat: Re: Dzieło o bunkrze, czyli "Zabijcie mnie, bo nie umiem pisać horrorów!"   Wto Lip 09, 2013 7:43 pm

Czemu sądzisz, że nikt tego nie przeczyta? >.> Ja przeczytałem i mi się podoba! :3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Norwegia

avatar

Male Liczba postów : 130
Join date : 14/05/2013
Skąd : Oslo

PisanieTemat: Re: Dzieło o bunkrze, czyli "Zabijcie mnie, bo nie umiem pisać horrorów!"   Sro Lip 10, 2013 7:06 am

Ahm... Sądzę tak pewnie dlatego, że mało kto rusza tematy z pracami literackimi. No wiesz, czytanie zżera czas i te sprawy. I tak jakby spodziewałem się innej reakcji. W końcu cały czas typuję potencjalne ofiary C:<
Dziękuję, że się podoba. Bądź co bądź to jedynie prolog.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Norwegia

avatar

Male Liczba postów : 130
Join date : 14/05/2013
Skąd : Oslo

PisanieTemat: Re: Dzieło o bunkrze, czyli "Zabijcie mnie, bo nie umiem pisać horrorów!"   Czw Lip 18, 2013 2:32 pm

Bo ten tego... Bo pisanie w częściach jest fajne. Tylko czytanie moich wypocin raczej nie. Miał być horror, a wychodzi nie wiadomo co, bo po takim lajcie ciarek się w ogóle nie ma, a że nie mam się czego czepić to piszę ciąg dalszy, ale i tak pewnie wywalę go do pobliskiego jeziora bo nic mi nie wychodzi tak jak chcę. Życie jest beznadziejne, brakuje mi porządnej dawki śmiechu, żeby oderwać się od nudnej rzeczywistości. -.-


Część I
Cóż jest piękniejszego niż las jesienią? Mało jest rzeczy, które mogłyby równać się z tym wspaniałym i niezwykle malowniczym obrazem. Jednak istotne jest także to, o jakiej godzinie wysnuje się takie stwierdzenie. Bo nie zawsze może ono okazać się trafne. Na pewno nie będzie zgodne z prawdą w późnych godzinach nocnych podczas mocnego oberwania chmury, którego nikt się nie spodziewał akurat w takim momencie.
Wielkie gęste drzewa o nielicznych już różnokolorowych liściach stały się teraz niewidocznymi przeszkodami, które trzeba było wyszukiwać po omacku, a i tak nie dało rady uniknąć bolesnych spotkań z niektórymi. Ścieżki leśne usłane barwnymi liśćmi, które opadły teraz zamieniły się w głębokie błotniste bajora pokryte grubą warstwą namokniętych, cuchnących, rozkładających się roślin, utrudniające poruszanie się. Piękny bluszcz zwisający z niższych konarów zamienił się w oplatającego się wokół szyi dusiciela tylko czyhającego na okazję pozbawienia kogoś życia. Szyszki z drzew iglastych dotychczas pięknie zdobiące okazałe jodły były rzucane przez złowrogi i silny wicher na wszystkie strony, raniąc przy tym nieosłonięte hełmami głowy. Na domiar tego była noc, deszcz lał jak z cebra, a więc praktycznie wszystko co znajdowało się przed czwórką wędrowców przedzierających się przez las było niewidoczne, rozmazane.
-Nie wierzę, że znalazłem się w takim miejscu akurat z wami! Nie wierzę! Po prostu nie wierzę!!! -krzyknął rozpaczliwie jeden z nich chwytając się przemokłego bluszczu, aby uniknąć spotkania z błotnistą nawierzchnią.
Idący za nim mężczyzna prychnął z pogardą. Jego czerwone oczy zabłysły przerażającym blaskiem wśród wszechobecnej ciemności. Śnieżnobiałe włosy okalające jego bladą twarz nie współgrały z ciemnym otoczeniem. Sprawiały wrażenie, że ma się przed sobą zjawę, upiora odzianego w czarny mundur. W ogóle przebywanie w tym lesie dziwnie oddziaływało na każdego z całej czwórki. Pomimo tego, iż wiedzieli, że nic złego nie może im się tu stać, ich wyobraźnia zaczęła płatać im dość nieprzyjemne figle. Wszystkie znajdujące się wokół drzewa i cienie zaczynały przybierać złowrogie kształty, zdawały się czyhać na ich życie. Niedorzeczne, prawda? A może jednak coś w tym było...?
-Zamilcz, Roderich i idź dalej! To front, a nie pałac! -warknął popychając idącego przed nim mężczyznę. Ten z niemałym trudem utrzymał się na nogach. Skrzywił się z niesmakiem, poprawiając jednocześnie okulary, czego i tak zapewne w ciemnościach nikt nie zauważył.
-Nie waż się mnie dotykać, Gilbert! -warknął odwracając się do niego.
-Uspokójcie się, albo obu was tu zostawię! -kłótni zapobiegł idący na czele Ludwig. Za rękę ciągnął cały czas pochlipującego Feliciano.
Obaj posłusznie zamilkli. Cała czwórka na chwilę przystanęła, gdy w oddali rozległ się głośny huk. "Już wiedzą, że uciekliśmy", przemknęło przez myśl Ludwigowi. Teraz liczył się tylko czas, musieli jak najszybciej znaleźć jakąś kryjówkę, chyba, że chcą zginąć. Ale w pobliżu był tylko... Nie! Te wszystkie plotki na temat pobliskiego bunkra to zwyczajne bzdury wymyślone podczas pijackich zakładów. W tym nic nie mogło być, po prostu nie mogło, przeczyło to wszystkim ideom w które Niemiec obecnie wierzył. Ale raport pułkownika wydawał się być tak realistyczny... Ludwig znał go osobiście, wiedział, że jest to człowiek o silnej nieugiętej psychice. Dlatego jego samobójstwo było wielkim szokiem zarówno dla niego jak i dla całej otaczającej go elity. Nie mógł się zabić od tak. A to wydarzyło się zaraz po tym, jak Ludwig za namową Rodericha nakazał zamknąć część bunkra w której znajdowała się broń i lochy. Ponoć to tam ludzie czuli się nieswojo... Jednak i po tym nikt nie chciał przebywać w bunkrze, więc wejście przykryto i udawano jakby nikt niczego tam nie wykopał. Nie było czasu na zasypywanie. Ponoć ściany i tak były już bardzo słabe, istniało prawdopodobieństwo, że wszystko zwali się ludziom na głowy. Dlatego też młodszy z braci Beilschmidt za powód zamknięcia bunkra podał niebezpieczeństwo utraty życia. Nie miał siły wysłuchiwać żołnierzy, którzy uparcie twierdzili, że "tam coś jest". Jednak te opowieści zrobiły na nim wrażenie. Nie dał po sobie tego poznać, aby nie zostać uznanym za tchórza. Jeśli jednak miałby wybór, to nigdy by do tego bunkra nie wchodził. Jednak teraz... albo to, albo śmierć. Wybór był raczej prosty.
-Zmieniamy plany, kierunek na zachód. Tą ścieżką -Ludwig skinął głową na ledwo co zauważalną dróżkę, będącą obecnie czymś na kształt obleśnego grzęzawiska.
-Ludwig, litości, przecież tam jest... Nie możemy tam iść! -dotychczas pewny i zdecydowany głos Gilberta stał się drżący i przesycony obawą. Zupełnie do niego niepodobne. Ale widać, że i jemu obiła się o uszy sprawa z feralnym bunkrem. Co więcej, musiało wywrzeć to na nim dość spore wrażenie, skoro nie chciał nawet ruszyć się z miejsca.
-Skoro chcesz to możesz tu zostać i czekać aż przyjdą po ciebie i na miejscu zostaniesz rozstrzelany, bracie -odpowiedział Ludwig starając się zachować spokój, aby nie prowokować do kolejnej kłótni niezwykle drażliwego starszego brata. -My idziemy, prawda, Feliciano? -zapłakany Włoch jedynie twierdząco pokiwał w odpowiedzi głową.
Obaj ruszyli poprzez bagnistą drogę przed siebie. Już z tego miejsca widać było, że za jakieś dziesięć, może piętnaście metrów kończy się las, a zaczyna teren równinny, ewentualnie jakaś polana.
-Chodź, nie rób problemów. Tylko tam przeczekamy -Roderich trącił starszego z braci w bark.
Gilbert głośno przełknął ślinę. "A jeśli tam na prawdę coś jest... Nie powinniśmy tam iść", Gilbert przeklął swoje myśli. To niedorzeczne, że on ulega jakimś tandetnym plotkom. Duchy, upiory i zjawy przecież nie istnieją. Nie, na prawdę nie istnieją! A może jednak...? Nie! Najlepiej w ogóle nie myśleć, wyczerpany organizm nigdy nie będzie sprzyjał rozmyślaniom, jedynie pogorszy wszystkie dotychczasowe wierzenia.
Bez słowa pociągnął Austriaka za sobą. Nie miał ochoty z nim dyskutować. Ważne, żeby przeczekać w tym cholernym bunkrze noc. Rano na pewno wyruszą w dalszą drogę, na pewno znajdą jakąś pomoc! Na pewno...
Cała czwórka w dość szybkim tempie znalazła się na rozległym terenie. Nie był do końca równy, można było zauważyć liczne wzniesienia. Pod jednym z nich zapewne kryło się wejście do owego feralnego bunkra.
-Ludwig, mam złe przeczucia, zostańmy tutaj -oznajmił Roderich chwytając Niemca za rękaw munduru. -Sam dobrze wiesz, że to miejsce jest przeklęte.
-Właśnie, Ludwig, zostańmy... -zawtórował mu milczący jak do tej pory Feliciano.
-A róbcie co chcecie! Ja idę! nie boję się jakiegoś głupiego bunkra! -wrzasnął Gilbert puszczając się biegiem naprzód.
Nie przejmował się tym, że ostała brudna woda utrudniała mu bieg. Nieważne co się teraz stanie, tą noc chce mieć już za sobą, bez zbędnych dyskusji o tym co może ich spotkać. No czego tu się bać? Przecież w jakimś opustoszałym, brudnym i zakurzonym bunkrze mogą być co najwyżej szczury i karaluchy, nic więcej! "Nie ma się czego bać", pomyślał.
Jednak wrzasnął z przerażeniem, gdy czyjaś ręka chwyciła go za nogawkę spodni. Już miał sięgać po ukrytą za pasem broń, gdy usłyszał słabe prośby w swoim ojczystym języku. Ranny? Ale że tutaj? Co ten człowiek w ogóle tu robił? Bijąc się z myślami wytężył wzrok i ujrzał sylwetkę człowieka. Mimowolnie klęknął przy niej. Był to zapewne jakiś sędziwy weteran wojenny. Ale przede wszystkim Niemiec, jego rodak, miał akcent typowy dla Westfalczyków.
-Nie idź tam, chłopcze, ratuj życie -wyszeptał słabo. -Ten bunkier jest wyklęty przez samego szatana, uciekaj, póki jeszcze możesz...
Kolejny zaboboniarz? Skąd wiedział o bunkrze? Wracał stamtąd? W ogóle skąd się tutaj wziął? Przecież w pobliżu nie było żadnych stacjonujących niemieckich jednostek, ani innej ludności.
-Łżesz -wycedził Gilbert przez zaciśnięte zęby.
-Spójrz mi w oczy... i wtedy powiedz, że kłamię... -odpowiedział słabo jego rozmówca.
Gilbert dopiero teraz zorientował się, że mężczyzna zwrócony był twarzą do podłoża. Delikatnie przekręcił go na prawy bok, tak aby móc wypełnić jego prośbę, jednakże szybko tego pożałował. Krzyknął z przerażeniem, gdy zorientował się, że człowiek ten nie miał twarzy. Po prostu teraz wpatrywał się w ludzką czaszkę, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa. Miejsca w których powinny znajdować się oczy zdawały się przyciągać jego spojrzenie, były tak hipnotyzujące... Świeciły jasnoczerwonym blaskiem, który z każdą chwilą stawał się ciemniejszy, aż w końcu zalał całe pole widzenie Niemca. Jednak szybko zastąpiły go obrazy, które Gilbert widział po raz pierwszy, ale pomimo tego czuł, że w jakiś sposób są mu bliskie. Na początku był las. Ten sam, którym niedawno szedł razem ze swoimi kompanami, tylko, że za dnia. Był piękny, jasnozielone odcienie królowały niemalże wszędzie. Jednak szybko ten miły obraz został zastąpiony sceną katowania niewinnych. Okoliczne budynki stały w płomieniach, słychać było rozpaczliwe krzyki kobiet i dzieci. Ludzie w mundurach i czapkach z czerwoną gwiazdą okładałli kolbami leżących na podłodze mężczyzn.
Jednak wszystkie te obrazy zniknęły równie szybko jak się pojawiły. Niemiec zorientował się, że... coś, co dotychczas przy nim leżało rozpłynęło się w powietrzu. Zupełnie jakby nic się nie wydarzyło. "To tylko moja wyobraźnia, to tylko zmęczenie", uspokajał się w myślach Gilbert. Ale gdy spróbował wstać, jego nogi odmówiły posłuszeństwa, bezwładnie osunął się na ziemię. Znów usłyszał te przeraźliwe krzyki. Jednak zamiast mrożących krew w żyłach obrazów poczuł w skroni ogromny ból. Zupełnie jakby sam mocno oberwał kolbą. Skrzywił się z bólu i chwycił za bolące miejsce. Jednak kilka sekund później poczuł to samo na klatce piersiowej. To było takie irracjonalne, przecież takie rzeczy nie dzieją się naprawdę. Nie był przecież szaleńcem! "To wszystko tylko wymysły", pokrzepiał się w duchu Gilbert, jednak gdy poczuł rozrywający ból, który rozszedł się niczym prąd po całym brzuchu, musiał poderwać się na kolana, aby wypluć nagromadzoną w ustach krew.
-Krwotok wewnętrzny...? To się nie dzieje, to się nie dzieje, nie... -wszystko przed nim przybrało barwę krwistej czerwieni, która powoli przechodziła w mroczną wszechobecną czerń.
Nadal słysząc przeraźliwe wrzaski, zupełnie jak bez życia osunął się na przemoczoną ziemię. Czyżby wszystkie legendy krążące na temat tego miejsca były prawdą? Co jeszcze będzie musiało się stać? Kto jeszcze będzie musiał zapłacić tak wysoką cenę...


Ostatnio zmieniony przez Norwegia dnia Pią Lip 19, 2013 1:04 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dzieło o bunkrze, czyli "Zabijcie mnie, bo nie umiem pisać horrorów!"   Czw Lip 18, 2013 4:09 pm

To było... zajebiste! Aż mnie ciary trzęsą. Chcę wiedzieć c jeszcze ciekawego się czai w tym bunkrze. OwO
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dzieło o bunkrze, czyli "Zabijcie mnie, bo nie umiem pisać horrorów!"   Pią Lip 19, 2013 10:34 am

Kyaaa~Pisz dalej *w* Zaludwiste no! <3 Norwuś, ale ty świetnie piszesz! *w*
Powrót do góry Go down
Norwegia

avatar

Male Liczba postów : 130
Join date : 14/05/2013
Skąd : Oslo

PisanieTemat: Re: Dzieło o bunkrze, czyli "Zabijcie mnie, bo nie umiem pisać horrorów!"   Sro Lip 24, 2013 9:27 am

To na wstępie chcę podziękować, że ktoś to w ogóle przeczytał. Miłe słowa zawsze dużo dla mnie znaczą, więc były dobrą motywacją do skończenia kolejnej części. Mam nadzieję, że nie jest to jakieś przewidywalne czy coś... W każdym razie jak do tej pory mamy lajt. Później akcja się rozkręci, gwarantuję.

Część II
-Pierwszy i ostatni raz gdziekolwiek z tobą idę, Ludwig! -wrzasnął rozdrażniony Austriak. -Trzeba było cie nie słuchać i iść dalej lasem! A teraz jeszcze musimy szukać twojego nierozsądnego brata, któremu zachciało się bawić w nieustraszonego bohatera!
Ludwig przygryzł dolną wargę, aby powstrzymać nagły wybuch zupełnie niekontrolowanego gniewu, który aż sam się prosił o uwolnienie. Nie dość, że musiał się teraz przedzierać przez plac usłany trupami to jeszcze miał wysłuchiwać zbędnego narzekania niedoszłego arystokraty, który uważa się za nie wiadomo kogo. Zaraz, wróć. Skąd tutaj wzięły się ciała? "Przysięgam na wszystkie swoje ordery tego tu przecież nie było", pomyślał gorączkowo Ludwig. No ale skąd by się tu wzięły...? Nie, duchy i inne straszydła to jedynie wymysły, to są prawdziwe ciała, tylko wcześniej byli zbyt pochłonięci dyskusją i zwyczajnie ich nie zauważyli. "Tak, to właśnie tak było", Niemiec głośno przełknął ślinę. Dla pewności odwrócił się za siebie, aby zobaczyć czy jest z nim pozostała dwójka.
Nieco spokojniejszy, bo już nie płaczący Feliciano podążał tuż za nim. Kilka kroków dalej powłócząc nogami szedł naburmuszony Austriak, który nie wiadomo o co miał do Ludwiga pretensje. "Przynajmniej oni są", pomyślał, a zaraz po tym ogarnął go lekki niepokój. Musiał jeszcze znaleźć swojego starszego brata. Nie mógł przecież zostawić go gdzieś w środku nocy, podczas ogromnej ulewy i to w dodatku w tak nieprzyjemnym miejscu.
-Ohyda -Niemiec wykrzywił swe usta w grymasie, gdy tylko poczuł, że jedna z jego nóg zagłębia się w rozkładającym się ciele.
Rozległ się głuchy trzask łamanych żeber, który jednak stłumił prawie w całości głośny grzmot. "Tylko jeszcze burzy brakowało", pomyślał Ludwig. Na swój sposób jednak poczuł ulgę, gdyż teraz miał pewność, że ciała były prawdziwe. Nie były to żadne zjawy czy coś w tym stylu.
Cały czas starał się rozglądać na boki w poszukiwaniu brata. Znając Gilberta wiedział, czego może się po nim spodziewać. Albo chował się przed nimi z czystej złośliwości, którą po prostu miał wrodzoną, lub postanowił skorzystać z okazji i obrabować nieboszczyków z broni i innych przydatnych rzeczy. Jednak zamarł w bezruchu, gdy zauważył leżącą na ziemi znajomo wyglądającą sylwetkę w czarnym mundurze.
-Gilbert! -od razu przypadł do bezwładnie leżącego ciała.
Dopiero teraz zauważył, iż wokół jest dużo śladów krwi, w dodatku świeżej. Deszcz jeszcze nie zdążył całkowicie zmieszać jej z odrażającą brunatną błotnistą glebą, która była w niektórych miejscach istną pułapką. Na oślep należało stawiać uważne kroki, aby przypadkiem nie wejść w jakąś zdradziecka szczelinę. Bo wtedy to byłby koniec. Szybki, żałosny koniec. Śmierć w grzęzawisku... Czegoś takiego nikt na pewno sobie nie pisał.
-Znalazłeś go? -usłyszał za sobą głos Rodericha.
Nie odpowiedział, nie miał na to najmniejszej ochoty. Teraz za wszelką cenę próbował obudzić brata. Nie wyglądał on na nieprzytomnego, nawet w takiej ciemności można było zobaczyć, że jego oczy koloru krwi, która otaczała go niemal ze wszystkich stron są cały czas otwarte. Jednak nie reagował on na żadne bodźce ze świata zewnętrznego. Uparcie wpatrywał się w jeden punkt, dokładnej w nieprzeniknioną ciemność w której nie można było nic dostrzec. Zdawało się, że zupełnie nie słyszy tego, co wokół niego się dzieje. A jego spojrzenie... Gdy Ludwig spojrzał w jego oczy, po plecach przeszedł go lodowaty i nieprzyjemny dreszcz. Malowała się w nich głęboka, wręcz nieskończona pustka zmieszana z niemym przerażeniem. Można było to porównać do głębokiej studni bez dna. Im dłużej spoglądało się w krwistoczerwone oczy, tym dziwniejsze uczucie zaczynało ogarniać całe ciało. Takie przyjemne, a zarazem niepokojące odrętwienie.
Ludwig nie mógł oderwać spojrzenia od oczu brata. Po chwili trupio blada twarz Gilberta zaczęła znikać z jego pola widzenia, ustępując miejsca dziwnej czerwonej łunie, która z każdą chwilą stawała się ciemniejsza i jednocześnie zakrywała całe pole widzenia. Niemiec nie chciał tego przerywać. Nie tyle, że nie wiedział jak. To uczucie było przyjemne. Zdawało się odrywać od rzeczywistości, od tego uciążliwego, zapewne całkiem zbędnego i niepotrzebnego życia.
Jednak nie trwało ono długo. Ludwik poczuł, jak ktoś odpycha go na bok. Świadomość powróciła mu dopiero przy zderzeniu z błotnistym gruntem. Przed oczami majaczył mu obraz Austriaka, który wymierza jego bratu siarczysty policzek. Ten od razu poderwał się na kolana, aby wypluć nagromadzoną w ustach krew. "Zaraz, krew? Przecież on nie miał żadnych urazów wewnętrznych", przemknęło przez myśl Niemcowi.
-Gilbert, co tobie?! -błyskawicznie poderwał się i podbiegł do brata, ratując go jednocześnie od upadku w kałużę własnej krwi.
Widok Gilberta bezwładnie opierającego się o jego ramię przyprawił Ludwiga o dreszcz. Przecież... Przecież jeszcze jakiś kwadrans temu zachowywał się zupełnie inaczej. Teraz natomiast wyglądał tak jakby zaraz miał wyzionąć ducha.
-Spójrz na to -z zamyślenia wyrwał go głos Rodericha, który wskazał na sporą ranę na skroni białowłosego. -Musi być świeża, skoro jeszcze krwawi. I popatrz na mundur. Też zakrwawiony, a to nie może być ciecz, która jedynie wsiąknęła. Same rany po uderzeniach kolbą -kontynuował swoje rozważania Austriak.
Z tym akurat Ludwig musiał się zgodzić. Ale skąd one się wzięły...? W okolicy nie było nikogo żywego oprócz nich... "Może i mają rację, może to miejsce jest przeklęte", przemknęło przez myśli Ludwiga, jednak szybko odrzucił to w najdalsze zakamarki swego umysłu. Teraz musiał myśleć niezwykle trzeźwo. Trzeba znaleźć bunkier i ukryć się w nim jak najszybciej.
-Ludwig, Ludwig, patrz, znalazłem bunkier! -nagle usłyszał głos Feliciano.
-Pilnuj go i chodź -rzucił w stronę Rodericha, popychając w jego stronę ledwo co trzymającego się na nogach Gilberta.
Sam puścił się biegiem w stronę z której dochodził głos Włocha. I faktycznie, zajęty był on zbieraniem sporych jodłowych gałęzi, które zasłaniały wejście do bunkra. Powoli, ale jednak, ogromne lekko zniszczone drzwi zaczynały się ukazywać.
-To na pewno ten bunkier? -wymamrotał półprzytomnie Gilbert, opierając się na ramieniu Austriaka.
Odwrócił głowę za siebie, aby tak dla czystego spokoju ducha zobaczyć, czy kogoś, lub nie daj Boże czegoś za nim nie ma. Jednak to co zobaczył przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Pamiętał, że gdy spotkał ta dziwną istotę, wokół niego nie było żadnych ciał. Teraz, gdy odzyskał świadomość było ich bardzo dużo. Nie wiedział skąd się wzięły, uznał, że pewnie ich nie zauważył i całkowicie zignorował ten niepokojący kontrast. A teraz...? Teraz na jego oczach wszystkie leżące w deszczu ciała świeciły krwistą poświatą, po czym znikały jedno po drugim.
Nie mógł wydusić z siebie słowa. Szybko odwrócił się w stronę Ludwiga i Feliciano, którym udało się udostępnić wejście do tego przerażającego miejsca o którym krążyło wiele różnych legend. Jednak gdy jego młodszy brat drżącym głosem oznajmił, że drzwi są uchylone, zaczął się desperacko szarpać, krzycząc, że nie ma zamiaru tam wchodzić. Jednak był zbyt słaby i musiał przystać na rozkaz wejścia do środka.
-Nie szarp się, to i tak ci nic nie da -mruknął Roderich, kiedy już we czwórkę stali pod drzwiami.
Ludwig niepewnie pchnął drzwi, aby się otworzyły. Już na samym początku w oczy rzucił się dyndający tuż przed ich oczami stryczek, a pod nim sterta kości. Później Gilbert jak przez mgłę pamiętał jedynie rozpaczliwy rozdzierający uszy wrzask Feliciano i krzyki Ludwiga, aby wszyscy wchodzili do środka. Gdy byli już wewnątrz, od razu uderzył ich smród stęchlizny i rozkładających się ciał. Lub czegokolwiek innego... Młodszy z braci Beilschmidt starannie zamknął za nimi potężne metalowe drzwi.
W środku panowała zupełna ciemność. Zupełnie jak na zewnątrz, z tą różnicą, że tutaj było sucho.
-Idę poszukać rozdzielni. Nie ruszajcie się nigdzie -oznajmił sucho Ludwig, ruszając po omacku przed siebie.
Cała pozostała trójka przylgnęła do siebie. Roderich czuł przy sobie trzęsącego się Włocha i próbującego zgrywać bohatera Gilberta, którym również wstrząsały dreszcze.
-To miejsce jednak musi być nawiedzone -mruknął Austriak próbując wytężyć wzrok, aby zobaczyć chociaż kontury otaczających go przedmiotów.
Jedyne co usłyszał w odpowiedzi to szyderczy śmiech Gilberta.
-Śmiej się, śmiej. Ale legendy o tym miejscu przetrwały do dzisiaj, a zapewniam cię, że są bardzo stare. Skoro przetrwały wieki to musiały odgrywać bardzo ważną rolę w życiu tutejszej społeczności. Jeśli masz odwagę to posłuchaj...
Ciałem Gilberta wstrząsnął lodowaty dreszcz. Cały czas miał wrażenie, że ktoś go obserwuje. Jakaś istota nie będąca jednym z jego towarzyszy. Postarał się jednak ten fakt zignorować i uśmiechnąć się szyderczo, czego i tak nikt nie zauważył.
-Czemu nie? Posłucham -odpowiedział bez żadnych emocji.
Bo w końcu co może być gorszego od tego, co go spotkało...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Finlandia

avatar

Liczba postów : 20
Join date : 27/06/2013
Skąd : Helsinki

PisanieTemat: Re: Dzieło o bunkrze, czyli "Zabijcie mnie, bo nie umiem pisać horrorów!"   Czw Sie 01, 2013 1:32 pm

Nie wiem jak to opisać... Po prostu cudo ^^ Ze zniecierpliwieniem czekam na następną część
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dzieło o bunkrze, czyli "Zabijcie mnie, bo nie umiem pisać horrorów!"   

Powrót do góry Go down
 
Dzieło o bunkrze, czyli "Zabijcie mnie, bo nie umiem pisać horrorów!"
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?
» Pierwszy dzień imienia forum
» Dzień, wspomnienie lata...
» Klub Nocny - Katedra Mokrej Elżbiety
» Rezerwat przyrody [Cardiff, Walia]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Moda na Mafię :: 
 :: 
Wasze prace
-
Skocz do: