ZAPRASZAMY DO REJESTRACJI C:
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ma pan może do mnie mały interesik...?

Go down 
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Ma pan może do mnie mały interesik...?   Czw Lip 11, 2013 7:35 pm

Nazwa Państwa:
Państwo Izrael
Imię i nazwisko:
Szmul Gurion
Data założenia państwa:
14.05.1948
Charakter:
Palący ból w okolicy klatki piersiowej.
Tumaniący zmysły zapach zgnilizny zmieszany z zielną wonią jakichś dziwacznych roślin, sprawdzanych tu przez Cyganów.
Duchota. Tłok. Ból i cierpienie.
Dlaczego on? Dlaczego, do cholery, akurat on stał się celem całej tej faszystowskiej gierki? Czy nie mógł chociaż podjąć próby walki, choć skazanej na niepowodzenie, otrzymać kilku solidniejszych racji żywieniowych, odejść stąd, choćby za Ural, i nigdy nie wracać?
Uniósł głowę, gdy ciepła, spracowana, ale przy tym delikatna dłoń dotknęła jego wychudzonego, połamanego ramienia. Uśmiech zamajaczył na jego spierzchniętych, pokrytych zakrzepłą krwią ustach.
Feliks.
Na niego zawsze mógł liczyć.
- Śliwowicę... na nic więcej mnie chyba nie stać, a paskudnie piecze.
Znowu oberwał?
- Pokaż – mruknął cicho. Miał nadzieję, że choć liczy sobie ledwie dziewięć wiosenek, będzie w stanie udzielić chociażby skromnej pomocy.
Odgarnął opadające na czoło kręcone włosy, by obejrzeć odsłoniętą przez Polskę sinoczerwoną miazgę o miękkiej konsystencji. Gdzieniegdzie wystawało coś białego. Krwawy kawał mięsa?...
Nie... to była noga...
- Opatrunek chyba dostaniesz gratis – westchnął. - Ale masz mi skombinować coś do jedzenia, dobra?
- Nie ma problemu – pomimo trudnego położenia, blondyn wyszczerzył  do niego zęby. Malec wyciągnął z połatanej torby starą, ale wyszorowaną na miarę jego możliwości koszulę i owinął nią zranione miejsce. - Nie mam nic do odkażenia.
- Daj śliwowicę, to mi wystarczy.
Chłopiec podał mu małą buteleczkę, wymieniając ją na kilka pożółkłych, zwilgotniałych banknotów. Nie był pewien, czy powinien przyjmować od Feliksa pieniądze, ale z drugiej strony, zależało od tego jego przeżycie, więc to chyba nie grzech?...
Na wszelki wypadek odczekał, aż partyzant pożegna go i odejdzie na kilka kroków – ot, tak poza zasięg wzroku, po czym padł na kolana, by porozmawiać ze swoim Ojcem.
Czy wysłucha go, choć nie składa już ofiar?
Zaczął gorączkowo szeptać do siebie słowa w jidysz, czując spływające po czole krople potu. Nagle poczuł, że coś boleśnie wbija mu się pod ramię i szorstko unosi do góry. Nim zdołał spostrzec, co to jest, zaliczył solidny cios w twarz. Zatoczył się i upadł, wycieńczony.
- Proszę, proszę, kogo tu mamy? - usłyszał głos Gilberta. Mówił w tym znienawidzonym języku, języku, przed którym bronił się rękami i nogami, języku, który wprawiał go w niekontrolowane drżenie. - Mały żydowski podrzutek. W dodatku handluje w zakazanym miejscu...
Dziewięciolatek trząsł się już jak osika, jednak nie zamierzał tak łatwo się poddać. Spod wysłużonego, zbyt dużego płaszcza wysupłał „pożyczony na wieczne oddanie” od jakiegoś esmana pistolet maszynowy i wymierzył w pierś wroga. Kilku przechodzących obok Żydów przyjrzało mu się z zainteresowaniem, ku jego zdziwieniu, nie mijając go obojętnie, lecz stając za nim, gotowi mu pomagać. Gilbert dał znak bratu, toteż po chwili zakotłowało się od szarych mundurów Wehrmachtu i czapek ozdobionych błyskawicami.
Padły strzały.
Zaskoczony zachowaniem więźniów getta Niemcy zachwiał się, gdy dosięgła go kula. Maluch sam się sobie dziwił, jednak wybrana przezeń ścieżka nie pozostawiała mu wyboru.
Nie mógł się teraz wycofać.
Zwabiony dźwiękiem strzelaniny Łukasiewicz wyłonił się zza zakrętu. Walka rozgorzała pełną parą, spowijając obie strony kłębami pyłu ulicy i oblewając hektolitrami krwi. Szmul z żalem patrzył na śmierć towarzyszy broni. Czy spotkał ich lepszy los niż więźniów obozów?...
Nie ulegało to wątpliwości.
Zacięte powstanie przybierało na sile, przybierając na się punkt kulminacyjny, gdy do bitki wtrąciło się kilkuset sprowadzonych z daleka esmanów. Buntownicy ponosili coraz większe ofiary.
Nie mieli szans, a jednak walczyli.
Patrzyli jak zabierają ich żony i kwilące pociechy, a jednak walczyli.
Widzieli, że chłopiec pada na ziemię, a jednak walczyli.
Byli świadkami kopania malca do nieprzytomności i poniewierania jego bezwładnym ciałem, a jednak walczyli.
Walczyli, dopóki domy nie rozpadły się w pył, dopóki nie zabrano prawie wszystkich na rampę.
A potem... potem został tylko dym i nieugaszony ogień, gorejący wewnątrz ich domów i palący ich serca.


Ach, tak. Dzieciństwo Izraela nie było usłane różami: ledwie ukończył cztery lata, kanclerzem III Rzeszy Niemieckiej został Adolf Hitler, co rozpoczęło prześladowania biednego malca przez Niemcy. Dzięki dużemu hartowi ducha, przetrwał wojnę i ukształtował własne państwo, jednak piętno wspomnień pozostało w nim aż do chwili obecnej. Późniejsze dorastanie już jako niezależny kraj również obfitowało w wojny, z których jednak Szmul zawsze wychodził zwycięsko, wiedząc, kogo wybrać na sojusznika i jak postępować w danym wypadku.
Tak, Izrael od dziecka miał smykałkę do interesów. Wykorzystywał wszystkie dostępne okazje, targował się i negocjował, planował, obmyślał. Posunęło się to tak daleko, że dziś nie zrobi nic, nie widząc w tym zysku. A licytowanie i ubijanie z nim interesów? Czyste samobójstwo lub przynajmniej masochizm...
Jest bardzo religijny, w teorii pokojowo nastawiony, a jednak zdarza mu się demonstrować jawną nietolerancję czy ostentacyjnie nękać Palestynę. Sprawia też wrażenie nieco zadufanego w sobie i aroganckiego, a także niewątpiącego we własne siły. W końcu jest Narodem Wybranym, no nie?
Niejednokrotnie stawał się celem ataków terrorystycznych, jednak wypracował wiele skutecznych metod przeciwdziałania im. Nierzadko są to sposoby nie do końca humanitarne... O, tak. Szmul zdecydowanie ma w sobie coś z makiawelisty.
Bardzo lubi podróżować i często zatrzymuje się na dłużej w wielu krajach, jednak nie zawsze tknie serwowane tam potrawy – muszą być koszerne, aby Izrael raczył je zjeść. Ach, bywa nieco wybredny.
Mimo paru małych rysek, lusterko wciąż lśni czystością i bystry, roześmiany nastolatek zdobywa sympatię niejednej osoby.
Wygląd:
Nie, nie jest to siwobrody starzec z laską – tak wyglądał jego ojciec, Starożytny Izrael. Szmul to niepozorny, dość niski, czarnowłosy młodzieniec około lat piętnastu. Niesforna, kręcona grzywka co rusz opada mu na nos, doprowadzając swojego właściciela do szewskiej pasji. Chłopiec jest też posiadaczem głębokich, czekoladowych oczu i zniewalającego uśmiechu, którym raczy targujących się z nim klientów czy też sprzedawców. Niejedna osoba zazdrości mu tej mocy onieśmielania wszelkich żywych istot, nie wyłączając, rzecz jasna, przedstawicielek płci pięknej. Nawykł nosić przy sobie broń, w razie gdyby ta nieznośna autonomia Palestyny znów chciała wyrwać się spod ucisku jego oficerskiego buta.
Relacje:
Niemcy – wciąż żywi do niego żal, a wszelkie objawy skruchy Ludwiga wykorzystuje bez skrupułów;
Palestyna – nie no, znowu się buntuje? Znowu śle tu terrorystów? Matko kochana, ile można;
Egipt – oj, było parę małych wojenek, ale w tej chwili panuje względny spokój. Powtarzam, względny...
Anglia – wygląda to na zasadzie „dzięki, że mi pomogłeś, w zasadzie i ty, i Francja, ale teraz to już sobie poradzę sam”;
Francja – jak wyżej...
Iran – też mają ze sobą nieco na pieńku, toteż starają się nie przekraczać cienkiej granicy, która dzieli ich interesy;
Syria– coś kiedyś było, że się nie lubili, ale to raz... dawno i nieprawda...
Polska – przyjaciel z dzieciństwa, dawny opiekun, dzięki któremu Szmul uszedł z wojny z życiem. Mają raczej poprawne relacje;
Inne państwa – prawie ze wszystkimi ma jakieś interesy, jak to Semita. Dopóki mu się to opłaca, z chęcią będzie współpracował. Pokojowo nastawiony.
Inne informacje:
Chyba niemal wszyscy wiedzą, co się z nim działo na wojnie...
W ciągu sześciu dni z niemałym zyskiem terytorialnym odparł agresję trzech silniejszych i starszych „stażem” państw;
Chyba na każdej wojnie sobie poradził, w mniejszym lub większym stopniu;
Gwiazda Dawida jest symbolem ochrony, zaś siedmiomenora - krzewu mojżeszowego;
Tradycje wpojone mu przez ojca sięgają wczesnej starożytności;
Sobota jest dniem, kiedy Izrael nie tylko może, ale i musi powstrzymać się od jakichkolwiek prac, poświęcając czas rodzinie i własnym rozmyślaniom - oraz, oczywiście, modlitwom;
Judaizm to jedna z trzech największych religii monoteistycznych;
Żydzi świętują Dzień Kobiet poprzez specjalne promocje dla przedstawicielek płci pięknej oraz zezwolenie na darmowe korzystanie z salonów piękności.

Gilbird's not dead. A gdzie ciacho?
Powrót do góry Go down
Anglia

avatar

Male Liczba postów : 261
Join date : 05/04/2013
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Ma pan może do mnie mały interesik...?   Sob Lip 13, 2013 10:12 am

Akcept po całej linii o:
Tylko jeszcze avatar dodaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://hetaliamafia.forumpolish.com
 
Ma pan może do mnie mały interesik...?
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?
» Klub Nocny - Katedra Mokrej Elżbiety
» Rezerwat przyrody [Cardiff, Walia]
» Jaka ranga do mnie pasuje?
» Klif.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Moda na Mafię :: 
-
Skocz do: