ZAPRASZAMY DO REJESTRACJI C:
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Przygody BFT- Eldorado

Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Przygody BFT- Eldorado   Sob Lip 20, 2013 8:28 pm

Port w Hiszpanii, rok 1519. Herman Cortez ma wyruszyć i odkryć nowe ziemie by zdobyć bogate łupy dla Hiszpanii. Jednak nie o niego mi chodzi, lecz o wierzchowca, na którym siedzi. Biały ogier o czerwonych oczach z małym żółtym kanarkiem między uszami... ej chwila! Toć to Gilbert w końskiej postaci! A skoro jest Gilbert to gdzieś tutaj muszą się kręcić Antonio z Francisem… Są! Kilka ulic dalej i… ogrywają marynarzy. Cóż brak kolegi im najwyraźniej nie przeszkadza.
-Siedem!!- krzyknął Francis jeszcze raz rzucając kośćmi.
-Ale numer!- wtórował mu Antonio i zaczął brzdąkać na trzymanej w rękach gitarze ku uciesze stojących wokoło dam. Cichutkie chichoty dolatywały do jego uszu, gdy Hiszpan obdarzył, którąś swoim spojrzeniem. Mimo woli, Francis musiał przyznać, że jest troszeczkę zazdrosny o powodzenie kolegi.
-Jeszcze raz!!- wrzasnął wściekły marynarz uderzając pięścią w ziemię. Obydwaj przestali się cieszyć i spojrzeli na niego.
-Stary…- zaczął Francis spokojnie robiąc krok w jego stronę- Ty nie masz forsy! O co ty chcesz grać? O powietrze?- zaśmiał się żywo gestykulując.
-O mapę.- mruknął cicho w odpowiedzi morski wilk wyjmując zza pazuchy rulon lekko zbrązowiałego papieru. Dziwne symbole na powierzchni mapy przyciągnęły uwagę Antonio na tyle by ten przestał grać. Ba! Nawet przestał się perswazyjnie uśmiechać do obecnych przy grze kobiet i skupił spojrzenie zielonych tęczówek na pergaminie.
-O mapę?- spytał najpierw zaskoczony Francuz, a potem zaciekawiony Antonio.
- O mapę skarbów Nowego Świata.- dodał marynarz z błyskiem w szarym oku. Francis już miał pokręcić głową, ale Antonio mu przerwał. Podszedł jeszcze bliżej i palcem zaczął błądzić po papierze. Z niemym przyzwoleniem marynarza wziął pergamin w dłoń.
-Francis, spójrz na te wzory i strony, no spójrz, no!- wrzasnął prawie wbijając Francuza w mapę.
- Wybacz nam proszę na sekundkę!- błękitnooki posłał mu swój najładniejszy uśmiech, po czym zduszonym szeptem zaczął wykłócać się z kumplem.- Oszalałeś?!
- Francis, no popatrz, no! Uśmiecha się do nas szczęście, dobry los!
- Antonio, gdybym ja wierzył w szczęście nie używałbym lewych kości!- dodał jeszcze ciszej Francuz lekko zerkając znad mapy. Tymczasem Hiszpan zaczął na nim stosować słodkie minki. Najpierw zrobił „duże oczy”, potem „łaszącego pieska” by poddańcze westchnięcie Francisa pozostawić na pastwę swojego szerokiego uśmiechu. – Dobra…- odparł Francuz podrzucając swoje kości.
-Moment! Gramy moimi kośćmi.- odparł ze złośliwym błyskiem pokazując dwie biało czarne kostki. Francuz jeszcze raz obrzucił marynarza uśmiechem ,ale gdy odwrócił się do Antonia… cóż, uśmiechu na jego twarzy na pewno nie było.
-Zabiję cię kiedyś!- wysyczał Hiszpanowi prosto w twarz. Tamten posłał mu przepraszający uśmiech i zaczął grać jakąś szybką melodię znów podrywając każdą ładniejszą przedstawicielkę płci pięknej. Tymczasem Francis trząsł kośćmi, swoje przy okazji chowając do kieszeni marynarki bez rękawów.-No dalej maleńkie, braciszek chce tą głupią mapę…- mruczał rzucając.
Ku ich radości kostki wyrzuciły siedem. Antonio śmiejąc się z przegranego marynarza złapał pergamin chowając go pod bluzką, natomiast Francis zaczął zgarniać do siebie złote monety. Nie zauważył, że z kieszeni wypadły mu kości. Jednak marynarz je zauważył. Kilkoma ciosami o ziemię sprawdził czy kości są fałszywe.
-To są lewe kości!- Francis podniósł się, a Antonio zaczął brzdąkać jakąś dziwną melodię. Nagle Francis złapał za gitarkę w miejscu strun.
-Dałeś mi lewe kości?- spytał po czym zaczął się wycofywać by nagle policzkiem walnąć w chłodny napierśnik straży.- Ludzie! On dał mi lewe kości! Straż do lochu z nim!- zapłakał i oskarżycielsko wyciągnął palec w stronę Hiszpana.
- Jak ty w ogóle śmiesz obrzucać mój honor? To przecież ty ich chciałeś oszukać! Bierzcie go!- krzyknął zielonooki i lekko popchnął Francisa. Po chwili obaj zaczęli się coraz mocniej popychać wypominając czemu akurat trzeba brać Francisa/Antonia, a nie jego.- Oddawaj to… albo broń się! –krzyknął wyciągając szpadę stojącego za nim strażnika.
-To ty się broń, bo zaraz czeka cię z mych rąk szybka śmierć.- krzyknął Francis, ale złapał nie za to co trzeba i wyciągnął malutki sztylecik, przy czym się skrzywił.- Zmiana planów.- szybko wymienił sztylecik na szpadę.- Wolę walczyć uczciwie! Angar!- i podszedł do Hiszpana.
-Posiekam cię na kawałki.- powiedział z uśmiechem Antonio.
-Ale z ciebie prostak! Niech przemówi lepiej twa szpada!
-Zaraz będziesz błagał by zamilkła!- po wymianie zdań zaczęli wymieniać ciosy przemieszczając się na dach znajdujący się w poprzek uliczki.- Ha! Walczysz jak Feliks!- zapiał Antonio będący już na dachu.
- I chwała mi za to, bo on walczy jak chłop!- rozległy się okrzyki coraz większej ilości gapiów. Nagle jedna z dachówek odsunęła się tak, że Francuz upadł na plecy.- Nie po twarzy!- cicho wysyczał broniąc się przed ciosami Antonia. W końcu jednak Hiszpan odebrał mu broń.- Panie i panowie zdecydowaliśmy się na remis! Au revoir!- i zeskoczył za Hiszpanem za dach.
-Gratuluję stary.
-Byłeś niesamowity. Naprawdę.- ich czułe komplementy przerwało sapnięcie. Obaj zdenerwowani spojrzeli na stojącego przed nimi byka.
-Francis… co robimy?- zająknął się Hiszpan i lekko odsunął do tyłu.
-Dobra. Ty odwracasz jego uwagę…
-Aha.
-A ja… ZWIEJĘ!!- wrzasnął Francis i szybko rzucił się do ucieczki. Antonio zrobił to samo.
-Wielkie dzięki!- wykrzyknął w pędzie i cicho zapiszczał widząc za sobą wściekłe zwierzę.
O ironio wpadli jeszcze przy okazji na rozzłoszczoną tłuszczę, ale ta widząc byka szybko zaniechała pościgu. Strażnicy oczywiście chcieli złapać dwóch oszustów. Dotarli więc do obrzeży portu. Trafili na mur oddzielający domy od ładunków na statki. Ich spojrzenie powędrowało na dwie otwarte beczki.
-Zakład, że trafisz?- spytał Hiszpan wyciągając w jego stronę dłoń.
-Dwie pesety, że nie trafię.- szybko uścisnął dłoń Antonia i obaj równocześnie skoczyli.
-Wchodzę w to!!- zdążył jeszcze wykrzyknąć lecący zielonooki. Obaj wylądowali w beczkach. Przez chwilę, w której strażnicy patrzyli czy ich tam nie ma nic się nie działo. Natomiast, gdy tylko odeszli dwie złociste monety przeleciały do beczki Antonia. Nagle obydwie zostały uniesione.
-Wow! Stary co jest?
-Siedzimy w beczkach. Tyle udało mi się ustalić.- burknął Francis.-Dobra wychodzimy na trzy, raz, dwa trzy!- i obaj zaczęli napiera na zamknięte wieka. Jednak marynarze na statku położyli na nich coś ciężkiego, że żaden z nich nie mógł nawet na milimetr unieść pokrywy. I tak nasi dwaj oszuści opuścili port.
Powrót do góry Go down
 
Przygody BFT- Eldorado
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Moda na Mafię :: 
 :: 
Wasze prace
-
Skocz do: