ZAPRASZAMY DO REJESTRACJI C:
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Germancest- Mur Berlińsk

Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Germancest- Mur Berlińsk   Czw Sie 01, 2013 12:46 pm

Koniec Drugiej Wojny Światowej bracia Beilschmidt przywitali dwiema rzeczami: westchnięciem i jękiem. Westchnięcie było z ulgi, gdy ta krwawa wojna się skoczyła, a jęk wywołała przegrana Niemiec. Naziści upadli, a ich czekał ciężki los pod butem Aliantów. Bracia cieszyli się ostatnimi dniami przed rozdzieleniem granic. Prusy zadrżał przykrywając się płaszczem. To jedyne co zostało z jego munduru.
-Co teraz z nami będzie?- spytał Ludwiga. Chabrowe oczy patrzyły przez chwilę w przestrzeń.
-Nie wiem bracie.- odparł w końcu przystając.- Ale cokolwiek się stanie nie będzie to nic przyjemnego. - Gilbert westchnął patrząc w gwiazdy. Były piękne co go jeszcze bardziej zabolało. „Świat powinien być szary i brzydki skoro my przegraliśmy” pomyślał z goryczą rozglądając się. Jednak świat nie za bardzo przejmował się jego myślami i pokazywał piękno nocy w największej okazałości. Wymruczał parę niemieckich przekleństw mocniej otulając się płaszczem. Stali jeszcze chwilę niemo obserwując.
- Bruder… ale cokolwiek się stanie my będziemy razem?- Prusy sam nie wiedział czemu o to spytał. Po prostu nie uśmiechało mu się życie z bratem w separacji. Ale tu mówiono o Rosji, a u niego wszystko było możliwe. Niemcy pytanie brata pozostawił bez odpowiedzi. Zasępiony szybkim krokiem oddalił się i zdziwione „Bruder?” Gilberta go nie zatrzymały.
***
- Oni was tam nie karmią, że tak często przychodzisz?- spytał z przekąsem Ludwig stawiając przed Prusem, czy raczej NRD kolejny talerz.
-. Tektura ma tam więcej smaku niż to co nam dają.- odparł czerwonooki z wypchanymi jedzeniem polikami. RFN usiadł naprzeciw swojego brata obserwując jak ten łapczywie pochłania kolejną strawę. W końcu miał za sobą strasznie ciężki dzień. Najpierw stał w tej cholernej kolejce po meble i dostał stół. Sęk w tym, że już jeden miał, ale Węgry, która ewidentnie stołu potrzebowała, z chęcią wymieniła go na mąkę. Z mąką Gilbert udał się do Litwy i dostał od niego marchewki. Razem z nimi ruszył do Ukrainy i dał jej za paczkę lekko pordzewiałych gwoździ, dwie deski i słoiczek konfitur. Słoiczek (z konfiturami!) dał Galante by dalej znajdywał mu jakieś „zadania” w oczach towarzysza Związku Radzieckiego. Co do desek i gwoździ dał je Rumuni, który obdarował go w zamian paczką landrynek , pończochami i tak! Papierem toaletowym. Pończochy dał Natalii, która go na tej transakcji przyłapała. Na końcu, uzbrojony w paczkę landrynek zaczął się targować z Polską i udało mu się wynegocjować: stare części od roweru, aluminiowy garnek, trzy butelki octu i małą paczuszkę kawy. Garnek i ocet oddał Litwie w zamian za parę normalnych bułek, a części od roweru dał Rumuni. Szczerze to nie miał pojęcia po co mu one były, ale dostał od niego wiązkę papieru toaletowego, więc nie pytał. Skarby, które pozwolił sobie zatrzymać dobrze schował. No po tak ciężkim dniu Jego Zaglibistość chyba zasłużył na dobry posiłek w domu brata… prawda?
***
-Ale, że jak to?!- wrzasnął prosto w uśmiechniętą twarz Bragińskiego.- Towarzyszu Związku Radziecki?- dodał szybko na taktowne milczenie Rosjanina. Ivan wymagał od wszystkich nacji by, gdy zwracały się do niego lub do siebie nawzajem tytułowały się per „towarzyszu” (Polska kiedyś napisał na ścianie „Towarzyszu niedoli”. Nazajutrz musiał to zdrapywać paznokciami).
- Uważam, że dobrym pomysłem będzie, Towarzyszu Niemiecka Republiko Demokratyczna, gdy odłączysz się od swojego niekomunistycznego brata „póki ten nie stanie się jednością z Rosją”.- dziecięcy uśmiech wrócił na swoje miejsce jednak fiołkowe oczy czujnie obserwowały każdy ruch albinosa, jak drapieżna bestia która tylko czeka by zaatakować w najmniej przewidywalnym momencie. Twarz Gilberta najpierw stężała, po czym pojawił się na niej krzywy uśmiech.
- Oczywiście, że macie rację towarzyszu Związku Radziecki. „Mam nadzieję, że sczeźniesz w piekle.”- powiedział odchodząc. Fioletowe oczy niby dwa lasery snajpera odprowadziły go aż do rogu korytarza.
- Towarzyszu, chyba będzie trzeba cię mieć na oku.- zamruczał tracąc swój dziecięcy uśmieszek, który tak jak zawsze szybko wrócił na miejsce. Poszedł w stronę swojego pokoju zgarniając przy okazji Łotwę, który przy dotyku silnej dłoni Bragińskiego znów zaczął się trząść.
***
Prusy stał tak jak zwykle w bezpiecznej odległości od muru. Strażnicy wręcz punktualnie mogli wyliczać kiedy albinos się pojawi. Czerwone oczy tępo wpatrywały się w przestrzeń. O czym mógł myśleć? Może o jedzeniu, którego było u Ludwiga pod dostatkiem albo dokładnie było go dużo więcej niż u niego? A może dlatego, że tu ma większe szanse zostać zabity przez dziwne, niezrozumiałe prawo i jego władze? Powodów było wiele, ale ta która ogłuszała inne była najprostszą ludzką tęsknotą. Prusy tęsknił za wściekłością brata, za jego chabrowym spojrzeniem pełnym wyrzutów, za głośnymi westchnięciami, za udawaniem, że słucha jaki to albinos jest „zaglibisty”… było tego dużo więcej i każde ciążyło pruskiemu sercu. Pobujał się chwilę, po czym ruszył w stronę domu. Jak bardzo chciałby móc znów posłuchać wrzasków Ludwiga. Jego spojrzenie powędrowało na stary opuszczony budynek niedaleko niebezpiecznej strefy. W jego białej głowie zakwitł chory plan.
***
-Towarzyszu, co wyście tacy poranieni?- spytał Ivan przy kolacji patrząc na zmasakrowane dłonie Prus. Choć obwiązane brudnym bandażem nie dało się nie zauważyć krwawych plam na materiale.
- To nic, Towarzyszu Związek Radziecki.- burknął Gilbert niezwłocznie przyśpieszając jedzenie „tektury”. Nim Bragiński zdążył zadać kolejne pytanie zerwał się od stołu i szybkim krokiem odmaszerował w stronę swojego pokoju. Wszystkie nacje wpatrzone w plecy Prusa nie zauważyły zmarszczonych przez chwilę brwi.
***
-A ty gdzie się wybierasz?- usłyszał za swoimi plecami. Z przerażeniem odwrócił się by zobaczyć za sobą Polskę.
-Mogę o to samo spytać ciebie.
-Wcale nie, bo ja wyszedłem jak usłyszałem jak zjeżdżasz po rynnie. Co kryjesz?- odparł Łukasiewicz i z groźnym błyskiem w zielonym ślepiu przybliżył się do Gilberta o krok. Ten cofnął się podejrzewając, że Polak ma zamiar go zamordować.
-Nie twój interes, paluszkożerco.- warknął mocniej ściskając stary kilof i łopatę. Jakby na zawołanie spojrzenie szmaragdów powędrowało na trzymane przez niego narzędzia.
- Po co ci to?- I nagle Polskę coś oświeciło.- Nie mów mi, że chcesz się do niego przekopać.
-Do niego czyli do kogo?- grał na zwłokę Gilbert znów cofając się o krok gotowy uciec w każdej chwili.
-Do swojego „kochanego” braciszka bęcwale.- odparł Polak krzyżując ręce na piersiach. Stali chwilę w milczeniu.- Pomogę ci w tym.- zaoferował się Feliks. W jego oczach pojawił się dziwny błysk, a na twarz wręcz szatański uśmiech.
-Niby czemu?- spytał nieufnie albinos. Bądź co bądź uśmiech Polski trochę go przerażał.
-Już dawno chciałem zrobić na złość Towarzyszowi Związek Radziecki. Twoja ucieczka rozindyczy go na bardzo długo.- Prusy zamrugał parokrotnie.- No to gdzie robisz ten podkopik?- spytał gdy w końcu ruszyli.
-Skąd wiesz, że robię podkop?
- Masz na plecach kilof i łopatę baranie.- zauważył szorstko Łukasiewicz.
***
Praca szła dobrze. Tunel robił się coraz dłuższy, a maskowanie go było coraz trudniejsze. I to nie tylko tunelu, ale także pracy przy nim. Czujne spojrzenie fioletowych tęczówek straszyło obu po nocach. Niewygodne pytania padały często, gęsto i coraz trudniej było im się z nich wykręcić. No, ale w końcu została ostatnia rzecz.
Trzeba było podnieść betonowy fragment podłoża za murem. Jeśli tunel był za krótki Strażnicy mogliby ich zauważyć. Prusy powoli w ciemnościach czołgał się do końca tunelu. Polska ubezpieczał go w razie przyjścia Rosji. Spojrzenie czerwonych oczu spoczęło na znajdującym się nad nim suficie. Przymknął oczy by pył go nie oślepił. Po kilku godzinach walki płyta puściła. Albinos uniósł beton na tyle by móc wyjrzeć. Znajdował się w drugim opuszczonym budynku naprzeciwko muru. Stara składzik czy coś takiego. Gilbert z promienistym uśmiechem tyłem wrócił do Polski.
-Udało się!- krzyknął siadając w dziurze.
-No to oblejmy to!- zaśmiał się Feliks wyjmując butelkę i dwa metalowe kieliszki. Stuknęli nimi, po czym wypili zawartość, którą czerwonooki natychmiast wypluł.
-Co to do ciężkiej cholery?!
-Ocet. Co innego mogłem przynieść?- spytał Łukasiewicz biorąc łyka z butelki. Prusy pokręcił głową.
-Jesteś dziwny Felek, ale przebaczę ci to skoro uciekamy.
-Poprawka, ty uciekasz.- to zdziwiło Gilberta.
-Nie idziesz ze mną?- Polak przez chwilę bawił się kieliszkiem.
-W przeciwieństwie do ciebie ja nie mam żadnych krewnych na zachodzie, a czyszczenie kibla Anglii…- Polska przerwał trzęsąc się z wściekłości. Prusy aż za dobrze rozumiał jego żal do Imperium Brytyjskiego. Współczująco położył rękę na ramieniu blondyna, która natychmiast została z niego strzepnięta.-...jakoś mi się nie uśmiecha.
-Możesz pojechać do Ameryki.- Feliks zaśmiał się.
-Nawet gdybym chciał to bym nie mógł. Poza tym jak mógłbym cieszyć się wściekłością towarzysza Związek Radziecki na odległość?- albinos nie zdążył odpowiedzieć, gdyż usłyszeli mocne walenie do drzwi.
-Otwórzcie Towarzysze Polska Rzeczpospolita Ludowa i Niemiecka Republiko Demokratyczna.- usłyszeli znajomy głos z rosyjskim akcentem.
-Właź do tego tunelu i znikaj.- warknął blondyn szybko wstając. Prusy pośpiesznie wykonał polecenie. Ostatnie co usłyszał to dźwięk zasuwającej się za nim betonowej płyty. W tunelu zastały egipskie ciemności. Tymczasem na powierzchni Feliks stanął tuż przed matuszką Rosją.
-Towarzyszu PRL, gdzie się podział twój towarzysz?
- Jaki towarzysz? Dobrze wiesz, że nie znoszę drania. „Ty jesteś na mojej Czarnej liście pierwszy”- wykrzyknął szeroko się uśmiechając Polska.
-Znów jesteście ranni towarzyszu…- zamruczał Ivan jak kot któremu odebrano jedną z jego zabawek.- Czy mi się zdajesz czy spiskujesz przeciwko mnie?
-Ja? Ja przecież kocham komunizm!- wykrzyknął rozkładając dłonie do uścisku.
- Gdzie on jest?- spytał znów Bragiński lustrując Feliksa z bezpiecznej odległości.
- Zapomniałeś o „Towarzyszu”.- przypomniał mu Polak. Coś w Rosji pękło.
- Wiesz co Towarzyszu Feliksie? Chyba potrzebna ci opieka medyczna…
-Nie, bardzo dobrze się czuję…
-Idziesz ze mną, ale już.- powiedział spokojnie Bragiński miażdżąc dłoń blondyna w uścisku.
***
Prusy natomiast zdążył już znaleźć koniec tunelu swoim nosem. Zaczął się siłować z betonem i po dość długim czasie w końcu płyta została odsunięta. Dysząc ciężko albinos ruszył machinalnie w dobrze sobie znanym kierunku. Zapach poinformował go, że jest właśnie pora kolacji. Walnął kilka razy w drzwi, a gdy w nich ukazała się lekko zagniewana twarz brata, która szybko zmieniła się w zaskoczoną z oczu poleciały mu łzy. „Bruder?” doleciało do jego uszu, ale Gilbert, który zdał sobie sprawę, że już po wszystkim, że dał radę uciec odczuł ciężar zmęczenia, który sprawił, że wylądował prosto w ramionach brata. Kiedy tylko ramiączko fartucha znalazło się bliżej jego twarzy ogarnęła go ciemność po raz drugi.
***
Gdy otworzył oczy leżał w mięciutkiej pościeli. Zobaczył siedzącego obok brata z tacą w rękach.
-Wreszcie się obudziłeś. Przyniosłem ci śniadanie.- powiedział Ludwig stawiając ją na kolanach brata. Albinos przetarł oczy po czym rzucił się na jedzenie. Niemcy tylko pokręcił głową i zszedł na dół. Po skończonym posiłku, Prusy mocno się chwiejąc zaczął schodzić ze schodów. Był jak pijany. W połowie zleciał na łeb na szyję prosto w ramiona Ludwiga, który właśnie stanął naprzeciw stopni chcąc sprawdzić co to za rumor.
-Bracie, ty to zawsze…- zaczął mówić, ale przerwał, gdy Gilbert mocno się do niego przytulił.- Co ty na mózg z Włochem się zamieniłeś czy co?!
-Tęskniłeś Ludwig?- to pytanie zbiło Niemcy z tropu. Nie słysząc przez pewien czas odpowiedzi do serca Prus zaczęły wracać jego dawne obawy.
-Tęskniłem.- padła po dłuższej chwili cicha odpowiedź. Najwidoczniej serce Gilberta posiadało nóż bowiem wszystkie obawy zostały odcięte odciążając Prusa na tyle by ten podskoczył i złożył na jego ustach soczysty pocałunek. Niemcy chciał przez chwilę oderwać się od niego, ale po pewnym czasie na jego twarzy pojawił się mocny rumieniec i zaczął oddawać pocałunek. Jednak to nie był jeden z tych delikatnych. Obaj walczyli w nim bardzo zatarcie, a gdy na chwilę otworzyli oczy każdy z nich wiedział, że drugi się nie podda. Obaj w końcu dotarli na kanapę i Prusy musiał przyznać swoją porażkę. Niemcy uśmiechnął się zwycięsko, kiedy nagle otrząsnął się z tego wszystkiego.- Co my robimy?!
-Nie wiem!- odparł Gilbert siadając obok tylko po to by znów powrócić do przerwanego pocałunku. Jego dłoń odwiązała fartuch ściągając go przy okazji, zaraz potem jego ręce wsunęły się pod koszulę Ludwiga. Tymczasem błękitnooki zaczął całować szyję brata zostawiając na niej co jakiś czas malinki.- No dalej Lud, postaraj się.- szepnął mu do ucha. Niemiec mruknął coś ściągając z Prus górną część zbyt dużych piżam. Jego pocałunki przeniosły się na tors albinosa, a dłonie zajęły się sutkami.-Aww, lepiej.- zamruczał ściągając z brata koszulę. Jego dłonie przeniosły się na plecy Ludwiga. Niemcy podniósł się do pionu ciągnąc za sobą Prusa.
-Zaczynamy?- spytał, a w jego oku pojawił się zwierzęcy błysk. Sprawił on przyjemne dreszcze na plecach albinosa. Spodnie Gilberta, które miał na sobie bardzo łatwo było ściągnąć. Jednak Ludwig musiał położyć brata by móc rozpiąć swoje. Po chwili znów wrócili do przerwanych pieszczot na leżąco by „nie ostygnąć”. Jedna z dłoni Prus wśliznęła się do bielizny Niemca, łapiąc go za jego męskość. Ludwig wydał z siebie cichy jęk, gdy chłodna dłoń poruszała się po członku. W odwecie za ten podstęp jego palce wsunęły się w miejsce, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Niespodziewający się ataku z tej strony, Gilbert wydał z siebie okrzyk, który szybko zamienił się w przeciągły jęk. Gdy Niemcy stwierdził, że już jest wystarczająco gotowy wszedł w niego. Temperatura wkoło nich bardzo szybko zaczęła rosnąć. Prusy przejechał paznokciami po plecach brata robiąc na nich dziesięć długich śladów. W końcu obaj doszli i legi obok siebie prawie bez życia.
Gilbert obudził się w ciepłym łóżku. „To był sen?” pomyślał starając się podnieść póki nieznośny ból w okolicach krzyża nie dał mu się we znaki.
-A więc jednak…- wysyczał.
-Bracie, kolacja!- usłyszał krzyk z dołu. Mimo wszystko Prusy znów poczuł się szczęśliwy. Był z bratem i żadna siła już go od niego nie odciągnie.
Powrót do góry Go down
Norwegia

avatar

Male Liczba postów : 130
Join date : 14/05/2013
Skąd : Oslo

PisanieTemat: Re: Germancest- Mur Berlińsk   Czw Sie 01, 2013 1:48 pm

(Dzisiaj wyjątkowo tutaj cię pomęczę, bo dA mi zacina. Dobrze wiesz, że Germancest to moje OTP #1, więc można się mnie było pod tekstem spodziewać ;D)
*siedzi wygodnie w fotelu trzymając w dłoni kubek z herbatą Earl Grey* Zacne to było, nie powiem. Ale jako, że należę do gatunku ludności, która wiecznie jest z czegoś niezadowolona to i tym razem tak będzie. Dla mnie nie ma znaczenia, czy praca moja czy nie moja. Ja zawsze coś znajdę.
Ruszyły mnie kropki. Bo od czasów niepamiętnych wstukiwano mi do głowy pewien zapis, który postaram się przedstawić przy pomocy cytatu z mojej ulubionej książki:
-Nieżywi Rosjanie śmierdzą tak samo jak nieżywi Niemcy -oświadczył starszy szeregowiec Achtermann. -Robaki mają ucztę!
Z zesztywniałej ręki zabitego żołnierza radzieckiego wydarł pistolet maszynowy. Pod pokrywą śnieżną broń przezimowała nie doznawszy uszczerbku. Jedynie w jednym miejscu topniejący śnieg naruszył nieco brązowy kolor na pokryciu lufy. Gdy Achtermann nacisnął spust, pistolet plunął całą serią.
-Te rzeczy mają lepsze niż my -powiedział żołnierz. -Przynajmniej wiedzą, co trzymają w ręku!
-Masz zakuty łeb, Achtermann! Przyjrzyj no się, jaka to kowalska robota. Zupełnie tak jak ich czołgi. Nawet porównać nie można z niemieckim precyzyjnym wykonaniem! -odparł z zawodową dumą sanitariusz Örtel.

Chodziło mi o wypowiedzi, głównie to o ich sposób zapisu. O kropki tak szczególnie. Bo mnie uczono, że w niektórych momentach ma ich nie być i trzymam się tej zasady. Nie wiem skąd ci się to wzięło. Pomińmy to, że gdzieś zdarzył się zapis ".-" zamiast ". -", bo moim zdaniem tych kropek i tak nie powinno być. Ale niech będzie i tak, nie chce mi się użerać.
Co do całości to powiem, że końcówka mi do gustu nie przypadła. Nie lubię ostatnio czytać o takich rzeczach. Bo tak (najlepsze uzasadnienie ever). Moja wizja Germancestu jest nieco inna, ale to przemilczę. I ogólnie już od początku trzymała się mnie określona wizja tego, co może zdarzyć się w tekście. A tu proszę, nic z niej nie było. Ale to tak na marginesie.
Aspekt kolejny. Jakoś gryzie mnie tutaj przedstawienie Rosyjki. Taki nie Ivanowy mi się wydaje, no. Trochę według mnie za mało stanowczy. I postawa Gilberta. Bo moim zdaniem on się wtedy nie palił do jakiejkolwiek współpracy z osobą Rosji. I według mnie jeszcze ładniej by to wszystko wyglądało, jakby zostało przeplecione jakimiś typowo regionalnymi sprawkami typu potrawy, zwyczaje itp.
Faen, ja tu tylko narzekam... W zamian mogę osobiście shejcić ci wszystkie moje wypociny, bo mam to na kartkach spisane. Ale są też pozytywy ;D
Po pierwsze Germancest. Tym to mnie można za serce chwycić. Zrobię wszystko (prawie wszystko, wyliczmy USUK), ażeby móc ten pairing poczytać/ oglądać. Wiem, że mało kto go lubi, ale co z tego? Ja lubię i koniec, kropka, o. I tekst taki po prostu fajny i lekki, szybko i miło się go czyta, a przynajmniej mnie. Mam nadzieję, że przeczytam więcej ślicznych Germancestów w twoim wykonaniu. Twoje zdrowie *za jednym razem opróżnia do dna kubek z zimną już herbatą*.

"W przeciwieństwie do ciebie ja nie mam żadnych krewnych na zachodzie, a czyszczenie kibla Anglii..." -> to mnie rozwaliło. A ja tu żyję w przekonaniu, że to polskie toalety są straszne. XD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Germancest- Mur Berlińsk   Czw Sie 01, 2013 4:09 pm

Cóż wojna, wojną a po wojnie to ja nie za bardzo wiem. Wiem tylko o Jarocinie, że była bieda, każdy się wymieniał i walczono o papier toaletowy. Po za tym końcówka była na siłę bo ten kretyn nie wiedział jak to cholerstwo skończyć więc walnęło coś takiego. Pewnie będziesz zmuszona jeszcze raz to przeczytać bo mam tam zapisany jeszcze jeden.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Germancest- Mur Berlińsk   

Powrót do góry Go down
 
Germancest- Mur Berlińsk
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Moda na Mafię :: 
 :: 
Wasze prace
-
Skocz do: