ZAPRASZAMY DO REJESTRACJI C:
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pijesz? Nie chodź.

Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Pijesz? Nie chodź.    Sob Sie 17, 2013 3:24 pm

Młody mężczyzna o fioletowych oczach delikatnie bujał się na krześle w autobusie. Tuż za nim stało dziewięciu barczystych, ciemnoskórych mężczyzn wyśpiewujących w głos jakąś piosenkę, zapewne wychwalającą ich wielkiego Wodza. Kanadyjczyk pokręcił mocno głową próbując odgonić od siebie efekty picia i senności. Podniósł się chwiejnie i nie był to zbyt dobry pomysł bo autobus się zatrzymał. Gdyby nie mocna ręka jednego z Kubańczyków fioletowooki zapewne straciłby wszystkie zęby. Inni pasażerowie wpatrywali się dziwnym wzrokiem w rozhulaną kompanię i nawet sam kanar bał się ich zaczepić.
-Uważaj Matt.- usłyszał gdy został dociągnięty do jednego ze słupów na którym oparł się całym ciałem. Gdy autobus zatrzymał się po raz drugi dziewiątka Kubańskich robotników i Matthew opuścili ten niebezpieczny pojazd miejski. Gdyby może Kanada nie był pijany (a może choć trochę mniej niż był) usłyszałby westchnienie ulgi pasażerów i kierowcy.
Mocno się chwiejąc i tym razem śpiewając jakąś skoczną rosyjską piosenkę dotarli na plac obsypany gruzem. Kubańczycy przystanęli wpatrując się w pozostałość z świątyni.
- Ci Drezdeńczycy to jacyś dziwni są.- zaczął jeden z Kubańczyków mocniej opierając się na troszkę wyższym koledze. Mówił po niemiecku co jeszcze bardziej utrudniało przekaz do spitego umysłu Pana Niedźwiedzi.
-Czemu tak uważasz?- zaczął ciągnąć Matthew samemu opierając się na Kubie, który chyba jako jedyny miał wystarczająco mocną głowę na takie ekspedycje w ich stanie. Kanada ziewnął starając się dojrzeć czuprynę jegomościa.
- Po cholerę oni te cegły tu zostawili. Jakby po prostu nie mogli se strzelić na pamiątkę jakiegoś pomnika albo coś.- burknął tamten a kilku pokiwało mu niezbyt przytomnie głowami.
- Podobno Anglia chce mi na zadość uczynienie podesłać trochę kasy na remont…- cicho szepnął Kanada ale o dziwo pijane towarzystwo bez trudu go usłyszało. Jakiś inny wspierając się na swoim koledze podniósł się trochę wyżej tak że Matt mógł go jeszcze jako tako dojrzeć.
- A ja wam mówię…- zaczął tonem znawcy.- Że on to zrobi tylko po to by móc znów je zbombardować.
-No cię chyba do reszty pogięło.- warknął Kuba mocniej chwytając już suwającego się Kanadę.- Zamiast gadać takie głupoty byś się do roboty wziął.
-Tak! Na chwałę Wodza!- zakrzyknęło osiem głosów i znów ruszyło dalej strasząc nocnych przechodniów i pojedynczych milicjantów.
- Mam pytanko…- zaczął Kanada którego usadzono na chodniku wprost na mozaikę chwalącej Czerwoną Gwiazdę. Wykrzywione twarze na niej bardziej kojarzyły mu się z niezadowoleniem z jej panowania.
-Dajesz!- odparł radośnie jeden z Kubańczyków solidnie pociągając z butelki wódki.
- Dla czego połowę waszej (i tak małej) wypłaty wysyłacie swojemu Wodzowi?- spytał patrząc po zebranych. Zapewne gdyby nie to że cała banda ledwo człapała i Kuba, który bardzo wyraźnie przekazał im że Kanadyjczykowi włos z głowy spaść nie może, mógł nieźle zostać przez nich poturbowany. Jeden z nich zaczął.
- Bo widzisz to dzięki naszemu Wodzowi możemy tu być… gdyby nie on, nie było by nas tutaj…- z powodu swojego stanu Matthew darował sobie próby logicznego zrozumienia ich postępowania.
-Ej wy!- usłyszeli i cała dziesiątka spojrzała na grupkę złożoną z pięciu milicjantów. Trzech z nich byli zaskakująco pewni swojej przewagi ale dwaj z nich (zapewne z resztką rozumu) niezbyt pewnie patrzyli na powodzenie ich misji szczególnie że widać było że dziewiątka z nich to tęgie chłopy.
-Coś się stało panie władzo?- spytał Kuba pomagając Mattowi podnieść się. Za nimi podniosła się chwiejnie reszta robotników. Kolejni dwaj milicjanci popatrzyli po sobie i cofnęli się o krok, niepewnie wpatrując się w pijane twarze. Tylko ten pierwszy groźnie wpatrywał się w te czarne twarze z błyszczącymi oczami.
- Tak. Doszły nas słuchy że macie tutaj Amerykańskiego szpiega. Mamy go schwytać i dostarczyć do domu towarzysza Związku Radzieckiego.- i w tym momencie w pijanym umyśle Matthew coś pękło.
-Nosz kurwa wy też! Ludzie! Co z wami nie tak?! Czy ja wyglądam jak ten popierdolony Alfred?! Na serio aż tak bardzo jesteśmy do siebie podobni!!!- krzyczał na całe gardło dysząc z wściekłości choć jeśli autorka chce być szczera to padło dużo więcej określeń niż tylko te ale ze względów dobrego smaku wolała je przemilczeć, tak samo jak Kubańczycy wpatrujący się zaskoczeni na wybuch Kanady. Gdy pełen przekleństw monolog się skończył drżącą ręką Kuba delikatnie pogładził roztrzęsionego Matta.
-Ani trochę.- odpowiedział ale jego obywatele mogli zobaczyć skrzyżowane palce. Sami jeszcze niedawno słyszeli wrzeszczącego w niebogłosy Kubańczyka goniącego fiolotowookiego po peronie. Udobruchany w jakiś sposób Matthew znów się na niego przewrócił z lekko przymglonym wzrokiem. Tymczasem równie zaskoczeni milicjanci odzyskali głos i po odchrząknięciu zaczął znów mówić.
- Ale i tak ma pan z nami pójść czy pan tego chce czy nie.- odparł lekko bujając się.
- A kto mi karze?- spytał bocznie Kanada, zakładając ręce na piersi i stając w miarę prosto. To jeszcze bardziej zaskoczyło obie strony. Koniec końców Kubańscy robotnicy stanęli po stronie Kanady. Milicjant nie tracił hartu ducha póki nie dostał pierwszego ciosu w zęby od głównego przewodnika tej mini rebelii, to jest Kandy. Podochocony okrzykami Kubańczyków („dobij dziada!”, „Nie będzie jankes rządził nami!”) i choć żaden z tych okrzyków nie dotyczył za bardzo zaistniałej sytuacji to i tak wystarczyło by Kanadyjczyk rzucił się na już leżącego milicjanta.
***
- Co ma pan na swoją obronę?- spytał sędzia patrząc krzywo na stojącą przed katedrą postać. Drobny mężczyzna o fioletowych oczach i dość widocznych sińcach pod oczami.
- Że żyje?- spytał z nadzieją. Sędzia westchnął. Ten chłopak raczej nie był zbyt niebezpieczny. O tak dotkliwe pobicie bardziej by oskarżał dziewiątkę Kubańskich robotników. Jednak ci czterej umundurowani panowie zapewniali z źle ukrytym lękiem że ten mężczyzna jest sprawcą.
- Jest pan skazany na przymusowe roboty przez rok. Koniec rozprawy.- odparł sędzia chcąc natychmiast się pozbyć tego młodzika gdyż czuł do niego jakiś rodzaj sympatii. Jednak fioletowooki opuścił to miejsce z ciężkim sercem, które natychmiast się odciążyło gdy jego dobrzy kompanii poinformowali go o tym że pracować ma z nimi. Gdy minął następny dzień cała dziesiątka znów ruszyła napić się czegoś mocniejszego by uczcić całe zdarzenie.
Powrót do góry Go down
 
Pijesz? Nie chodź.
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Moda na Mafię :: 
 :: 
Wasze prace
-
Skocz do: