ZAPRASZAMY DO REJESTRACJI C:
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Patrz na te ponętne brwi. Jeszcze trochę, a się rozmnożą.

Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Patrz na te ponętne brwi. Jeszcze trochę, a się rozmnożą.    Sob Wrz 28, 2013 7:57 pm

N a z w a - P a ń s t w a: Hong Kong, Specjalny Region Administracyjny Hongkong; ang. Hong Kong, Hong Kong Special Administrative Region of the People’s Republic of China; chiń. 香港; kantoński jyutping: hoeng1 gong2, mandaryński pinyin: Xiānggǎng;
I m i ę - n a z w i s k o: Li Xiao Chun
D a t a - z a ł o ż e n i a - p a ń s t w a: 1 lipca

C h a r a k t e r:
Osoba symbolizująca niezgodę pomiędzy Chinami a Anglią. Co jednak kryje się pod tym "symbolem"? Samo to, że niektórzy kojarzą go jedynie z tym sporem, zamiast z jego osiągnięciami, nieźle go irytuje. Człowiek przez lata stara się być krajem ucywilizowanym, rozwiniętym do granic możliwości, a myślą, że jest tylko miastem. Ale nie, on nie może pokazać swojego niezadowolenia. Jest nieugiętą oazą spokoju, którą ciężko czymś wkurzyć. A przynajmniej tego po nim nie widać. Chłopak zdający się nawet nie posiadać mimiki. A dlaczego? Cóż, na jego twarzy rzadko kiedy widnieją jakiekolwiek emocje, przez co czasami odbierany jest po prostu jako oschły i zimny człowiek bez humoru. Natomiast wszystko dzieje się w środku. Czy jest szczęśliwy, czy może wkurzony - wiedzą o tym tylko ludzie, którzy dobrze go znają. A jak to wszystko odróżnić, nie widząc jakiejkolwiek reakcji na jego twarzy? Można to poznać po mowie ciała. Jednakże chłopak nie jest zupełnie pozbawiony mimiki. Zdarza się, że Azjata będzie zachowywał się jak normalny człowiek, śmiejąc się, krzycząc, a nawet denerwując. Zazwyczaj często zależy to od sytuacji lub od osoby, z którą przebywa. Wie, że przy niektórych może sobie pozwolić na swobodę, a przy innych natomiast nie.
Jest szczery do bólu. Jeżeli chcesz znaleźć osobę, którą mógłbyś się spytać o to, czy wyglądasz w czymś grubo i chciałbyś usłyszeć pozytywną odpowiedź na ten temat - lepiej się nawet do niego nie odzywaj. On sam nie widzi nic złego w mówieniu innym prawdy, nawet jeśli miałoby to ich w jakiś sposób skrzywdzić. Wali wszystko prosto w mostu, niczego nie przeciągając. Nie jest tak, że nie lubi kłamać. Szczerze powiedziawszy, czasami mu się zdarza (w szczególności wtedy, jeśli chodzi o jego tyłek), ale rzecz w tym, że lubi uświadamiać ludzi nawet w najgorszej sytuacji. Rzadko kiedy idzie mu kogoś pocieszyć, ponieważ sam uważa, że jest w tym beznadziejny. "Nie martw się, twój kotek nie żyje, umierając w najgorszy sposób, a teraz zapewne jest w jakiejś pustce, nawet cię nie pamiętając, ale przynajmniej zaoszczędzisz na karmie dla zwierząt."
Lecz cechą dominującą w jego charakterze z pewnością jest stanowczość. Nigdy nie cofa pierwszego zdania, przed odpowiedzią wymieniając wszelkie za i przeciw. Gdy już coś postanowi, rzadko zdarza mu się zmienić zdanie, tak więc można powiedzieć, że nie łamie obietnic. No, chyba że tego wymaga sytuacja. Nie jest również osobą, którą można wziąć tak łatwo na litość. Niezbyt przejmuje się losem innych, widząc tylko własny czubek nosa. Wszelkie próby przekonania go swoją żałosnością spływają po nim jak woda. Niestety, aby komuś pomóc musi mieć jakiś powód, ponieważ rzeczy takie jak "tata mi umarł" go najzwyczajniej nie ruszają. Każdemu może zdarzyć się coś złego, a on nie ma zamiaru pomagać każdej osobie w złej sytuacji.
Aby coś potwierdzić musi mieć twarde dowody, a pomimo tego wszystko musi się na czymś opierać. Jeżeli ma rzucać jakimiś argumentami, muszą one mieć jakąś logikę i sens. Nie uwierzy w nic, jeżeli mówiący nie ma jakichkolwiek dowodów na to. Prócz tego, by w coś uwierzyć sam musi to najpierw zobaczyć, ponieważ nie zawsze wierzy w słowa innych. Nie jest naiwny, więc chroni się przed tym, by nie zostać oszukanym.
Tak jak większość krajów azjatyckich - ma w sobie coś ze zboczeńca. Co prawda, nie łapie wszystkich napotkanych osób za klatki piersiowe tak jak Korea Południowa, ale na pewno można nazwać go mianem zboczeńców. Nie ma nic przeciwko intymnego okazywanie uczuć w miejscu publicznym, a nawet chętnie się na to popatrzy. Rzadko kiedy krępują go takie rozmowy, ochoczo wypowiadając się na ten temat. Jego zdaniem nic nie powinno być człowiekowi obce, nawet jeśli jest to tabu. Albo po prostu jest to jakieś usprawiedliwienie na jego zboczenie. Tak czy inaczej, niewiele go razi. Prócz tego - choć może jest to dość mało widoczne - Li nie jest aż taki poważny na jakiego wygląda. Często ma ochotę się z kimś podroczyć, narzucić się komuś, a to wszystko z idealnym poker fejsem na twarzy. Tak naprawdę w środku jest nadal tylko szczeniakiem, który udaje dorosłego, żeby zadowolić otoczenie, w czasie gdy w nim aż się gotuje ze zniecierpliwienia.

W y g l ą d:
Tak naprawdę niczym niewyróżniający się Azjata. Na pierwszy rzut oka kolejny Chińczyk, kropla w kroplę jak pozostali... Więc od czego zacząć, opisując wygląd małego państwa o wielkich ambicjach? Może na sam początek zaznaczmy, że owy chłopak jest mężczyzną. Dlaczego trzeba powiedzieć tak istotną rzecz? Ponieważ były pogłoski, że ze względu na jego urodę, niektórzy brali go za kobietę tylko przebierającą się za płeć przeciwną. A Li sam nie wie, jakie mieli podstawy, by tak uważać, ponieważ sam uważa, że jest dość męski. Prędzej uznałby Tajwan za shemale niż siebie za transwestytę. Tak więc weźmy się za opis tej całej męskości. Pomimo tego, że niewiadomy jest wzrost Hong Kongu, można uznać, że nie należy do najniższych, lecz nie jest też nie wiadomo jak wysoki. Plus do tego, jego mięśnie są dość znikome, ale jednak istnieją pod tą całą warstwą ubrań. A  może nawet trochę więcej niż znikome? Sam nigdy nie zwracał większej uwagi na kondycję, bardziej przejmując się interesami swojego kraju, ale pod wpływem czasu, nie wiadomo skąd, nagle się pojawiły. Sam Li zauważył je pewnego wieczoru, przeglądając się w lustrze i robiąc przed nim głupie miny, które w jakiś śmieszny sposób szpeciły jego twarz. Rozciągał swoje ciemnobrązowe oczy na boki, które pod odpowiednim światłem zdają się być niemalże czarne. Mimo tego, że jego uroda jest i tak dość azjatycka - z pewnymi szczegółami - w tamtym momencie wyglądał jak ktoś bez oczu, a z samymi powiekami. I w dodatku z nienaturalnymi brwiami. Chłopak pod władzą Anglii otrzymał po nim gęste brwi, za co pała do niego nienawiścią. Bo jak można żyć przez cały czas z takimi brwiami? (No, najwidoczniej można)  Na całe szczęście, owe brwi nieco zasłania grzywka, i chwała Bogu. Jego włosy, również ciemno brązowe, są ścięte dość ciekawie. Otóż z tyłu są krótsze, a z przodu na tyle długie, by wychodzić za brodę. A wspomniana wcześniej grzywka nie wchodzi na oczy, dzięki temu, że jest zaczesana na lewą stronę. Jeżeli już zauważyłeś, stara się wyglądać dość schludnie, jednakże schludność przegrywa, jeśli chodzi o modę. Cóż, zazwyczaj stara się wyglądać na pozór czysto i higienicznie, lecz pomimo tego bardziej interesuje go świat mody. Czasami ubierze się jak prawdziwy "biznesmen" - drogi garnitur, świecące pantofle oraz śnieżnobiała koszula z idealnie zawiązanym krawatem, lecz nieco częściej, wśród młodzieży, można zauważyć go noszącego na sobie zupełnie inne rzeczy. Nie są mu straszne jakiekolwiek trendy, dopóki są modne. Może założyć nawet najdziwniejsze rzeczy, jednakże wszystko z umieram, oczywiście. Tak czy inaczej, Li najczęściej chodzi ubrany w co innego. A tymi rzeczami są bordowy duangua z czarnymi akcentami i czarnym pasem. Natomiast spodnie były koloru ciemnego brązu, wyglądem nieco przypominając alladyny do kolan, a od nich zaczynające się białe ocieplacze bądź coś w tym rodzaju.
R e l a c j e:
Chiny - co prawda, nie ma do niego jakiejś namiętnej urazy, jednakże irytowało go to przechodzenie z rąk do rąk. Czasami ma dość tego staruszka, chcąc mu wszystko wygarnąć na swój własny sposób, a innymi czasy ma go jak za swojego ojca. Mimo wszystko szanuje go jako kraj bardziej doświadczony, co jakiś czas nazywając go "nauczycielem". Chciałby się jednak bardziej usamodzielnić, a zachowanie Chin mu to uniemożliwia, dlatego jego zahamowania coraz częściej zanikają.

Anglia - proszę bardzo, oto mamy winowajcę jego nienaturalnych brwi. Obecnie nie ma z nim zbyt dobrych relacji (brwi też się za to przyczyniły. Wiecie ile razy ten biedak próbował je zgolić, a te nadal odrastały po niedługim czasie?), więc stara się go unikać i zamieniać z nim zdania jedynie w razie potrzeby. Pomimo tego, że dzięki niemu znacznie się rozwinął, najchętniej przyłożyłby mu fajerwerki do ucha podczas gdy on by sobie smacznie drzemał.

Japonia - mimo tego, że jakaś część rodzeństwa ma spiny z Nihonem, on tak naprawdę nic do niego nie ma. Jest w stosunku do niego obojętny, ale też oczywiście dość opiekuńczy jako rodzina. Opiekuńczy na swój sposób, ponieważ będzie dla niego dość miły do czasu aż pozostaną w dobrych stosunkach... państwowych. Jest jednym z największych partnerów handlowych kraju i niech tak pozostanie.

Tajwan - i wreszcie jakaś siostra. Oczywiście, jest jeszcze Wietnam, ale jej kobiecość... pozostawia wiele do życzenia. A przynajmniej tak jest jego zdaniem. Ich relacje nieznacznie różnią się od tych z Japonią. Nie wypiera się jej jako rodziny, ale nie zmienia to faktu, że jest jego siostrą. Ludzie - siostrą. Wesołą, pełną życia siostrzyczką. W stosunku do niej jest o wiele milszy niż do pozostałych, starając się zazwyczaj udawać odpowiedzialnego brata. Nie zmienia to jednak faktu, że czasami go irytuje.

Korea Południowa - no i znowu kolejny z braci. W sumie nie ma żadnej różnicy w ich relacjach jak w relacjach Japonii, ponieważ tak długo jak pozostają partnerami handlowymi, może sobie prowadzić wojny czy co to tam chce. Jednakże jest różnica pomiędzy jego zachowaniem a zachowaniem Japonii. Ten pierwszy, zachowujący się jakby urodził się wczoraj, oraz ten drugi - jakby wszystkich widział po raz pierwszy (hejt ponad wszystko). Znosi jego denerwujące zachowanie, mając trochę dystansu, by nie paść jakąś kolejną ofiarą. Ale ponieważ są rodziną, stara się sprawiać wrażenie, że o niego dba.

Prusy - człowiek, z którymi nieźle robi się interesy. To co, może jeszcze jedna panda?

Reszta świata i rodzeństwa, którego nie wymieniono - żyją? Żyją. Po co więc mu więcej informacji na ich temat? Tak czy inaczej, chłopak, wiedząc o ich istnieniu, spotyka się z nimi tylko wtedy, gdy oni tego zechcą. Sam nigdy nie zaproponuje spotkania, ponieważ on ich nie potrzebuje. Spotka się z nimi tylko z uprzejmości, żeby nie było. Co do innych krajów, zupełnie mu obcych - to, jaki będzie dla nich, zależy od danego państwa. Jego wyglądu jak i zachowania.

I n f o r m a c j e:
- Wciska innym pandy (pluszowe). Oczywiście za dobrą opłatą (ich, nie jego).
- W jego kraju można znaleźć wiele domów towarowych sprzedające lekarstwa medycyny tradycyjnej bądź nawet suszone zwierzęta.
- Jego sposób mówienia jest dość... specyficzny. Jest to przedstawiane jako błędna wymiana końcówek.
- Nieźle opanował angielski. Można wręcz rzec, że mógłby posługiwać się nim na co dzień. Ale że tego nie robi, tylko czasami wtrąca do zdania jakieś angielskie słówka.
- Jego angielskie imię to Leon.
- *Wyrzucający angielskie ciasteczka do śmietnika* Gilbird's not dead. Life is brutal and full of zasadzkas and sometimes kopas w dupas.
Powrót do góry Go down
Śląsk

avatar

Female Liczba postów : 40
Join date : 21/04/2013
Skąd : Wrocław/Katowice :I

PisanieTemat: Re: Patrz na te ponętne brwi. Jeszcze trochę, a się rozmnożą.    Nie Wrz 29, 2013 9:20 am

Moje ciastka DDDD:
...Łap akcept :'D

_________________
xxxxxxx
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Patrz na te ponętne brwi. Jeszcze trochę, a się rozmnożą.
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pokaż swoją twarz!
» Stół Kapelusznika
» Stary wampir i jeszcze starsi wrogowie
» Alexander Everill

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Moda na Mafię :: 
-
Skocz do: