ZAPRASZAMY DO REJESTRACJI C:
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Żółty deszcz i dziwne róże

Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Żółty deszcz i dziwne róże   Pią Maj 10, 2013 6:05 pm

Z serii: Czarnobylu nie ma ale jednak coś jest.
----

Anglia stał przy oknie w swoim salonie obserwując spływające krople deszczu. Wszystko byłoby normalne gdyby nie fakt że deszcz był żółty.
Westchnął ciężko w parnym pomieszczeniu, pijąc herbatę… nie to nie jest herbata. To dziwny żółtawy płyn który zmuszony jest pić by przeżyć. Nie dają mu zwykłego jedzenia skoro może wyżyć na tym soczku. Z obrzydzeniem wypił łyk kwaskowatej substancji. Nawet nie wiedział co w nim jest. Znów upił łyk.
Nie wiedział czy powinien się cieszyć z tego że nie tylko on jest uwięziony w swoim domu. Francja, Hiszpania, Niemcy, Włochy… cała Europa była skażona. Nikt nie wiedział dlaczego tyle elektrowni wybuchło.
- Jakim cudem? Czy to był zamach?- leciało każdego dnia z telewizora. Anglia spojrzał w ekran na czarnowłosą spikerkę. Może dałoby się to znieść gdyby nie fakt że codziennie mówiła to samo. Jakby studio odtwarzało wciąż to same nagranie… Jakby się na d tym zastanowić to faktycznie miało sens. Kto normalny narażałby się na śmierć. Oczywiście chodzi tylko o tych bogatych. Ci biedni muszą kisić się w tych cholernych biurach, zamknięci na cztery spusty. Z resztą gdyby nie żywność z krajów nie-europejskich już dawno wszyscy byliby martwi. Patrzył chwilę na mulisty napój. Nie. On tego nie wypije. Nagłe, mocne uderzenie do drzwi przerwało mu wpatrzanie się w mutujące się róże.
Zdziwiony tym kto mógłby być na tyle głupi by teraz do niego przyjść i świadomość że bardzo możliwe jest że wie kto to jest otworzył je.
- Hero number one przybył!- wrzasnął Alfred. Anglia zmierzył go od stóp do głów. Bez słowa wciągnął go do dusznego mieszkania. Szybko wepchnął go pod prysznic.- Ej! Tak się hero nie traktuje!
- Jak się „hero” nie umyje to z tarczycy nic nie zostanie.
-Nie wyszedł ci rym.
-Jak się wykąpiesz w tedy pogadamy.- warknął Arthur zamykając drzwi by nie patrzeć na rozbierającego się Amerykę. Ostatnio na plaży jakeś dziesięć lat temu przyłapał się na gapieniu na jego klatkę piersiową. Teraz w tym mokrym podkoszulku też wyglądał świetnie. Odgonił od siebie te miłe, niemiłe myśli. Doleciał do niego śpiew z łazienki. Westchnął i wrócił do picia soczku.
-Jest coś do jedzenia?- spytał Ameryka schodząc na dół.
-Tylko ygh…- zaczął zielonooki póki nie stanął twarzą w twarz z Ameryką, przepasanym ręcznikiem. Alfred nie zauważył rumieńca swojego dawnego opiekuna i podszedł.- Idiot! Ubierz się!
-Nie mam w co.- odparł spokojnie Ameryka podchodząc do półki z książkami. Czytał tytuły póki nie trafił na jedną z książek które kiedyś czytał mu Anglia.- England spójrz!-odwrócił się pokazując książkę. Sęk w tym że wziął ją w obie ręce a ręcznik który miał na sobie potrzebował przytrzymania. Puchaty materiał koloru niebieskiego osunął się na ziemię. Anglia przybrał kolor piwonii.
-Czekaj zaraz ci coś przyniosę!- wybiegł szybko z pokoju zostawiając zdezorientowanego Alfreda. Ameryka chwilę postał po czym nie zwróciwszy uwagi na to że stoi jak go pan Bóg stworzył usiadł w fotelu i zaczął czytać.
-„Cholera! Oczywiście że jest większy od kiedy ostatni raz go widziałeś! Am przecież też musiał urosnąć!”- karcił się w duchu Arthur przerzucając ubrania. W końcu znalazł o czego szukał.
-Masz!- krzyknął wsuwając do salonu torbę z zostawionymi przez Amerykę kiedyśtam ubraniami.
-A co ty taki świętoszek? Podobno masz to samo co ja więc co się wstydzisz?- chyba się przesłyszał. Ameryka śmieje się z tego że on nie chce wejść do pokoju kiedy on jest ubrany w styl Francji tylko niestety (lub nie) bez różyczki. Zresztą jedna różyczka na pewno by tam nie starczyła… Alfred wykorzystał jego wewnętrzny monolog by wyjść z pokoju. Wciąż będąc na waleta.
-A może ty faktycznie jesteś tam inaczej zbudowany? Mogę sprawdzić?- dwie chłodne dłonie dotknęły paska jego spodni.
-Przylazłeś mnie tu molestować czy… a właśnie! Po co przyszedłeś?- dziwny uśmiech zatańczył na twarzy jankesa. Trochę przerażony tym Anglia cofnął się o kilka kroków do tyłu. Opanował się „przecież nic mi nie może zrobić. Mogę krzyczeć… ale żaden sąsiad mnie nie usłyszy a tym bardziej nie przyjdzie mi z pomocą… mogę zadzwonić! Ale telefonia padła. No to została mi samo obrona tyle że przez ten soczek nie mam prawie w ogóle siły a on zawsze był ode mnie silniejszy… Fuck! Cokolwiek zrodziło się w jego głowie ja nic z tym nie mogę zrobić.” Zaczynał wpadać w panikę.
-Przyszedłem… bo chciałem spróbować twojej paskudnej kuchni!- wrzasnął Ameryka znów uśmiechając się tak jak zwykle. Arthur stał chwilę po czym Alfred poczuł a twarzy mocne uderzenie. Zachwiał się i usiadł. Z nosa Amerykanina poleciała krew.- Odbiło ci?!- zabrzmiał jak kaczka. Anglia spojrzał na jankesa i zaczął się śmiać. – to nie jest śmieszne! Rozjebałeś mi nos!
-Wybacz. Po prostu musiałem odreagować.- złapał Amerykę za ramię i zaciągnął go do kuchni. Wyciągnął jodynę i wodę utlenioną. Opatrzył Alfreda i podstawił pod nos butelkę z jodyną.
- Po co mi to?- spytał nieufnie Amerykanin.
- Żebyś nie skończył jak Japonia.
- A jak skończył Japonia?
- To nie opowiadał ci o Hiroszimie i Nagasaki? Z tego co wiem ten burdel był z twojego powodu.- Ameryka odburknął coś i szybko opróżnił butelkę z jodyną. Anglia nie mógł sobie nie pozwolić na złośliwość- I co smakowało?
- Angluś, przy tym twoje jedzenie jest przepyszne.
- Moje jedzenie zawsze jest pyszne.- odburknął zły walcząc ze sobą by jeszcze raz go nie uderzyć.
- A właśnie jedzenie! Masz może jakieś?- Anglia bez słowa otworzył lodówkę. Ameryka drgnął widząc większe i mniejsze butelki z soczkiem.- Na tym żyjesz? O ty biedaku!- nim Anglik zdążył zareagować dłonie Alfreda opatuliły go szczelnie.
- Puść mnie! Nie mogę oddychać!- błękitnooki niechętnie rozluźnił uścisk. Arthur potarł szyję i jęknął wyprostowując się. Dopiero teraz przypomniało mu się że przecież Ameryka jest goły jak święty turecki! Teraz przypominał buraka.- Ubierz się i wypij z dwie butelki! Nic innego nie ma.- warknął wracając do pokoju.
Ameryka wałęsał się po domu przez resztę dnia bo Anglia kazał mu nawet nie myśleć o tym że wypuści go gdzieś indziej na dłużej niż pół godziny. W końcu znudzony brakiem wrażeń Alfred legł na kanapie obok oglądającego powtarzane wiadomości Arthura.
- Nudzi mi się Artie!
- A co ja na to poradzę?
- Daj mi jednego ze swoich świerszczyków.- Arthur się zachłysnął. Ameryka chce od niego Playboya? Co się z nim dzieje?- Dorosłem.- roześmiał się błękitnooki zgadując co myśli Anglia.
- Nie mam żadnych.
- No weź! Nie bądź Jerozolima!- anglik potrzebował chwili by się uspokoić.
- Nie mam żadnych. Zamokły mi.
- A to peszek…- chwila milczenia nie trwała długo- no to może mały pornosik?
- Skąd ja ci mam wziąć porno?! Przecież nie mam dostępu do Internetu.
- A kto powiedział o Internecie?- zbreźny uśmieszek zatańczył na jego wargach.
- A co ja jestem Sasha Grey?
- Jak z tobą skończę to Sasha Grey będzie ci musiała ustąpić miejsca.
- Spierdalaj!- Anglia zerwał się do ucieczki. Nie zamierzał brać udziału w chorych pomysłach Ameryki. Nie uciekł daleko. Alfred dopadł go na schodach.
- Znalazłem tutaj taki przyjemny kącik… Spodoba ci się.- świergotał niosąc Anglię na górę. Zielonooki wrzasnął gdy Alfred rzucił go na łóżko.
- Fuck! Co ja jestem piłka żeby mną rzucać?
- Ja mam ochotę cię…- Anglik w ostatniej chwili zatkał mu usta dłonią.
-Ani się waż tego dokończyć ty zboczony…- tym razem to Ameryka zatkał usta Arthura namiętnym pocałunkiem.-Cholera…- jęknął w usta Ameryki który szybko się od niego odsunął siadając na kolanach. Podniósł Anglię do góry ściągając przy okazji jego spodnie.
-Robimy to tutaj czy gdzieś indziej… chociaż w sumie będziemy tu siedzieć kilkanaście tygodni więc możemy przetestować wszystkie miejsca.
-O. A niby ile jest tych miejsc?
-W twoim domu z dziesięć. Ale nie chcesz poznać jedenastego. To jest pierwsze.- Mokry język Ameryki przesunął się po szyi Anglii. Zielonooki jęknął z rozkoszy owijając nogami biodra Alfreda.
- Jakim cudem może być jedenasty skoro mówiłeś że jest tylko dziesięć?- spytał niezbyt świadomy Anglia.
- Bo jedenasty jest bonusowy.- mruknął Alfred ściągając i swoje spodnie. Jednak błękitnooki zrobił jeden błąd.
Wsunął wysmarowaną olejkiem dłoń między pośladki Arthura a ten zareagował wierzgnięciem zwalając ich obu z łóżka. -Moje plecy!- jęknął Ameryka.
-To gdzie łapy wpychasz?
-Dobra. Tu się nie udało. Idziemy pod prysznic.
Ciepła woda delikatnie spływała po plecach Ameryki spłukując z niego żel pod prysznic który Anglia roztarł na jego plecach. Nieświadomi naparł na Arthura który z kolei oparł się o drzwi kabiny które zaczęły się otwierać. Arthur czując chłodny powiew oderwał się od Ameryki.
-Alf przestań!- Ameryka przyssał się do jego piersi jak pijawka i tak samo jak ten pasożyt nie zamierzał się oderwać popychając Anglię i przy okazji drzwi. Skończyło się tym że wylecieli z kabiny tylko że tym razem to Arthur był na dole. – Fuc*** jakie jest kolejne miejsce?
Następnym miejscem było Angliowe biuro (spadli z biurka), potem kuchnia (Ameryka walnął się o drzwiczki szafki i na dziesięć minut stracił przytomność), później salon(walnęli o półkę z książkami), potem biblioteka (półka z książkami + biurko), garderoba (zwalili wszystkie ubrania), garaż (Ameryka skaleczył się gwoździem), samochód w garażu ( Anglia uderzył w dach), spiżarnia (trzy słoiki z przetworami), składzik (Alfred zawinął się w prześcieradła i nie mógł wydostać).
-Nie wytrzymam!-Wrzasnął Alfred- Będę cię rżnąć jak głupi. Nie zamierzam się poddać!- złapał obolałego Arthura za rękę i wciągnął go do Czerwonego Pokoju. Anglia trafił na kanapie a Alfred czujnie się rozglądając zaczął pieścić jego podbrzusze. Dopiero po chwili Arthur zrozumiał czego tak się boi. Kiedy Ameryka i Kanada byli mali opowiedział im o tym że w, tym pokoju straszy. Kupili to bardzo szybko. Nie zauważył kiedy Ameryka przekręcił go na brzuch i znów zaczął się do niego dobierać z użyciem dłoni. Jęknął cicho czując jego palce. Ameryka wciąż całował jego szyję ale pocałunki te były szybkie. Wręcz czuć było napięcie Alfreda. Zamruczał rozbawiony i jęknął gdy Alfred się w niego zagłębił. Był to chyba najszybszy numerek jaki Anglia przeżył. Gdy tylko doszli Amerykanin wystrzelił z pokoju jak z procy zostawiając go samego.
Widząc jego reakcję Anglia pozwolił sobie na roześmianie się. Ubrał się i zszedł na dół. Słońce zaczynało wstawać a niebo było zaskakująco niebieskie. Nalał sobie soczku patrząc na skomlącego przed drzwiami na balkon Alfreda. Włączył wiadomości i natychmiast wypluł to co wypił.
- „Skażenie się rozeszło? Jak? Kiedy? Gdzie? Przecież minęły ledwo…”- zerknął na kalendarz i na ekrany telewizora a którym widać było datę. –„Dziesięć lat. Mam nieaktualny kalendarz od dziewięciu lat. Od dziesięciu lat siedzę w tym domu…”- szok nie schodził mu z twarzy.
-Czy to znaczy że mogę wyjść?- spytał Ameryka patrząc na ekran telewizora to na Anglika. Arthur pokiwał wolno głową. Alfred z piskiem otworzył drzwi na balkon, na oścież i wybiegł. Do dusznego pomieszczenia wleciało rześkie powietrze. Anglia odetchnął i wyszedł zrobić porządek ze zmutowanymi różami.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Żółty deszcz i dziwne róże   Pią Maj 10, 2013 7:07 pm

Bardzo fajne, podoba mi się. Mam nadzieję, że jeszcze coś napiszesz.
Powrót do góry Go down
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Żółty deszcz i dziwne róże   Pią Maj 10, 2013 7:37 pm

Dobre xD

Korea ma nadzieję, że jeszcze coś napiszesz... Ja ci rozkazuję! xD
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Żółty deszcz i dziwne róże   

Powrót do góry Go down
 
Żółty deszcz i dziwne róże
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Moda na Mafię :: 
 :: 
Wasze prace
-
Skocz do: