ZAPRASZAMY DO REJESTRACJI C:
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Napisali o mnie O.O

Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Napisali o mnie O.O   Sro Maj 15, 2013 4:34 pm

Dostałem ostatnio takie coś... No, opowiadanie. ^J^" W oryginale nazywało się "Udręka". Autorka napisała, że lubi mnie, współczuje mi troszkę i chce pocieszyć... Zdziwiłem się, zdecydowałem, że Wy ocenicie, o co chodzi...
Była dołączona jeszcze notka:
Wszystkie imiona i nazwiska (z dwoma wyjątkami) są fałszywe ze względu na moje bezpieczeństwo. Miłego czytania! :)


Zapadł czarny zmrok. Kolejny dzień do skreślenia. Do czego odlicza czas? Nawet on nie wie. Do końca… czego? Kolejna noc nadeszła. A noce są zawsze najtrudniejsze.
- Ja nie chciałem! Ja nie chciałem ich skrzywdzić!
Niebo zasnuły chmury. Od jak dawna nie widział księżyca? Nie pamiętał. Na noc niebo zawsze zakrywają obłoki. Od dawna spędza godziny w całkowitej ciemności. Nie fizycznej, z rana zawsze zapalali światła, a psychicznej. Gdzie się podziały słońca jego życia? Co się stało z tymi radosnymi słonecznikami? Z małego zakratowanego okna obserwowały go obojętnie obłoki. Nie zauważył nawet, że wciąż powtarza jedne słowa, jego conocną modlitwę do nieobecnego Boga. Bo gdzie wtedy był Bóg? Nie było go i wciąż nie ma. Odszedł, przestał się interesować.
- To nie mogłem być ja. Ja ich kochałem. Naprawdę…
Minął już rok… Tamta przeklęta noc! Pisały o tym wszystkie gazety. Mówiono o tym we wszystkich programach telewizyjnych w kraju, a może nawet i na świecie? Miał kiedyś trzech najlepszych przyjaciół. A raczej „przyjaciół”. Kiedy było dobrze uwielbiali się nawzajem, tworzyli naprawdę zgraną paczkę. Pomagali sobie w drobnych sprawach. Potrafili być razem uśmiechnięci i razem poważni. Traktowali siebie nawzajem jak rodzeństwo. Zaczął sobie od nowa wszystko przypominać…

- Iwan Pawłow! Wyjść! – Nie opierał się. Wstał posłusznie ze swojej pryczy i dał się prowadzić dwóm, rosłym funkcjonariuszom. Normalnie jest jeden, ale on był wyjątkowy. Bali się go. Po tym, co zrobił musieli go prowadzić aż dwaj funkcjonariusze. Po co? Przecież był taki szczupły, niski, niepozorny. Niemożliwe, żeby taki zaledwie dwudziestoletni młokos zrobił coś takiego. Podobno nawet najtwardsi policjanci po wejściu do tamtego pokoju pobladli. A jeżeli to przyrównać do tego ledwie dzieciaka… Aż trudno uwierzyć!
Dwa lata temu. Wpadli w kłopoty. Tylko nie Iwan. Wszyscy trzej: Siergiej, Dymitr, Natalia. Zaczęły się dziwne interesy, podejrzane szajki, tajemniczy ludzie, duże pieniądze z różnorakich źródeł. On próbował im przeszkodzić, wytłumaczyć. I wtedy po raz pierwszy się od niego odwrócili. Nie słuchali, ignorowali, wyzywali. Tak wtedy bolało. Ale on wiedział, że opamiętają się. Szukał informacji o tych, którzy zabrali mu jego ukochanych przyjaciół! On będzie walczyć! Nie odda ich bez jakiegokolwiek sprzeciwu! Nikt nie sprawi, że odwróci się od przyjaciół, jedynej rodziny, jaką miał… Nie warto przecież wracać do domu, z którego się tak dawno uciekło. I tak nikt na niego tam nie czekał. Zapomnieli o nim, przeszkadzał im. Pewnie cieszą się, że już go nie ma.
- Wstać! Sąd idzie!
Współpracował wraz z milicją w rozpracowywaniu tej szajki. W trakcie okazało się, że ta grupa zajmowała się głównie handlem. Narkotykami, bronią oraz ludźmi z wschodem i zachodem. Organizacja miała głębokie korzenie i mocną konspirację. Naprawdę trudno było odkryć choć z jedną jej gałąź. Im głębiej wchodził w strukturę tej „mafii”, bo chyba tak to trzeba nazwać, tym więcej odkrywał niezliczonych przykrywek, fałszywych firm, nieistniejących nazwisk. Cała ta skomplikowana fasada ukrywająca prawdziwe oblicze organizacji. Przy tak wielu przekłamaniach potrzeba tylko jednego potknięcia i wszystko upadnie. A taką piętą Achillesową byli jego przyjaciele. Siergiej, Dymitr i Natasza zajmowali się przygotowawczą sekcją od handlu narkotykami. Jedna pojedyncza, odrębna gałąź. I tego było trzeba.
- Proszę prokuratora o odczytanie oskarżenia.
Iwan nie był wprowadzany w szczegóły akcji. Powiedziano mu, że to zbyt niebezpieczne dla niego i jego rodziny. Chciał protestować. Nic go nie obchodziła ta „rodzina”! Nie stanowili dla niego żadnej wartości! A jego życie..? „Pan chyba żartuje? Tyle się narażałem i teraz chcecie mnie odstawić w kąt? Chcę wam pomóc! To moi przyjaciele!” „I właśnie o to chodzi! Mogą rozpoznać, że pan ich zna, Pawłow! I co wtedy? Narazi pan ich na śmierć? Mają chodzić do końca życia bojąc się swojego cienia? Tego pan chce?!” Iwan już więcej nie protestował. Spotkał Siergieja, Dymitra i Nataszę dopiero w szpitalu. Byli w ciężkim szoku, ale z całej akcji nie pamiętali prawie nic. Tak samo jak reszta „początkujących”. Niestety udało się wyciąć tylko tę gałąź organizacji. Po rozpracowaniu sekcji od narkotyków cała organizacja jakby zapadła się pod ziemię. Nie pozostawili po sobie nic. Tylko wciąż funkcjonującą, sztuczną fasadę. Nie mogli do niej wrócić, od razu by ich wykryto, ale nie mogli też zniszczyć tych osłon, zbyt dużo by o sobie zdradzili.
- Iwan Pawłow, lat dwadzieścia, przed najwyższą instancją sądu jest oskarżany o…
I wtedy nastąpił najgorszy okres w życiu Siergieja, Dymitra, Nataszy, a nawet Iwana. Czas ciągłych tłumaczeń, obserwacji szpitalnej, całkowitej zmiany życia. Dymitr załamał się zupełnie, kiedy usłyszał o pozostałych szczeblach organizacji, do której współnależał. On wymagał najcięższej pracy psychologów. Natasza zniosła to najlepiej, zawsze udawała najtwardszą, a może i taka była? Nie było łatwo, ale udało się. Wreszcie wyszli ze szpitala do domów. Znów byli najlepszymi przyjaciółmi. Znów nadeszła wiosna i zakwitły kwiaty. Jednak nie na długo. Nadszedł przecież ten przeklęty dzień i poprzedzająca go sytuacja.
- …o zamordowanie ze szczególnym okrucieństwem dwudziestodwuletniego Siergieja Rypnina, dwudziestotrzyletniego Dymitra Rypnina oraz dziewiętnastoletniej Nataszy Popowej.
Tydzień przed tym przyszła informacja o śmierci rodziców Iwana. Nie zdziwiło go to, dla niego byli martwi od dawna. Nikt nigdy nic nie widział, nikt nigdy nic nie słyszał. Byli głusi i ślepi na niego. On stał się taki na nich. Nie nienawidził, po prostu odrzucał od siebie wiadomość, że może być ich synem. Jako jedyny członek rodziny miał obowiązek przyjechać na pogrzeb. Oprócz niego pojawiło się jeszcze tylko kilka osób, w tym miejscowe wiekowe dewotki przychodzące na każdy pogrzeb, nie ważne kogo i o której godzinie. One zawsze były. Po ceremonii zaproszono go do notariusza. I tu znalazła go niemiła niespodzianka. Odziedziczył po nich cały dług. Suma była tak kosmiczna, że nie sposób spłacić jej na raz. Dom rodziców przejęto, pokryło to tylko nieznaczną część. Jedyne, co miał swojego i stanowiło jakąkolwiek wartość to niewielkie mieszkanie, w istocie kawalerka, na przedmieściach stolicy. Dostał tydzień na znalezienie sobie mieszkania zastępczego. Poprzednie musiał sprzedać.
- MORDERCA! – Rozległ się piskliwy głos z przodu sali. – Przeklęty morderca! Zabił MOJE DZIECKO! – Iwan spojrzał na nią mętnym wzrokiem. Mama Natalii. Zawsze piekła ciasteczka korzenne, kiedy ją odwiedzali. Iwan bardzo ją lubił. Odnosił wrażenie, że ona darzy go jakąś dozą szacunku znając jego sytuację. A teraz krzyczała na niego. Z eleganckiej czarnowłosej mamy jego przyjaciółki, której spokojny głos tak dobrze znał, przeistoczyła się posiwiałą, przerażającą postać w czerni. I krzyczała. Na niego. To znowu się powtórzyło. Znowu na niego krzyczano. Tym razem nie stłukł butelki. Tym razem było inaczej…
- To nie tak. – Wyszeptał. I nagle podniósł zwieszoną głowę. W oczach błyszczało mu przerażenie i czysta niewinność. – To nie ja! Morderca stoi tam! TAM POŚRÓD WAS! On chce mnie wrobić! On chce mnie wrobić ZNOWU!
Wrócił do miasta spokojny. Przecież ma przyjaciół! Oni mu pomogą! Na pewno! Dlatego zwlekał do ostatniej chwili. Dopiero dzień przed, z rana zaczął pakować swoje rzeczy. Zastanawiał się, gdzie teraz będzie mieszkał. Umówił się na spotkanie z przyjaciółmi. W parku, który lubili najbardziej. Pełny rozbawionych dzieci, miłych ludzi, cały zielony i śliczny. Tam było tak bezpiecznie, rodzinnie, niemal przytulnie. Wyobrażał sobie, jak oni się ucieszą, że będzie mógł zamieszkać z kimś z nich. Pewnie z Dymitrem i Siergiejem, oni mają największy dom i nawet pokój gościnny. Zostawił walizki i wyszedł na spotkanie. Ptaki pięknie śpiewały, niebo pyszniło się błękitem, a drzewa zieleniały soczyście. Wrócił i idzie spotkać się z przyjaciółmi! Idzie przywitać tych, których kocha!
- Pawłow! – To jego obrońca. – Pawłow, uspokój się!
- Przecież on tam jest! Dlaczego go nie łapią?! – Żywo gestykulował. Wskazywał wciąż na koniec sali. On tam stał, w czarnym płaszczu i śmiał się z niego. Nie! On się śmiał z tej całej maskarady! Śmiał się. Śmiał się ZNOWU. – Dlaczego on bawi na wolności, a sądzą właśnie mnie?!
- Pawłow. – Obrońca ściszył głos. – Tam nie ma n i k o g o…
Rozmawiali o niczym. Było tak wesoło! Prawie przez cały czas się śmiał. Przy przyjaciołach zawsze tak jest! To przecież jego nowa rodzina! Ale po pewnym czasie Iwan zaczął się wiercić niespokojnie wiercić. Dymitr przyuważył go i spytał wciąż ze śmiechem na ustach, czy powie im wreszcie tą wielką nowinę, że się tak wierci. Iwan troszkę się zmieszał i zaczął im opowiadać wpatrzony w swoje buty. Gdy skończył, spojrzał im w oczy. Nie, to przecież nie oni. Stali nad nim inni ludzie. O twarzach, rysach, ubraniach identycznych jak Siergiej i Natasza. Usta mieli ściągnięte, oczy wyrażały najwyższą pogardę. Dymitr, mimo że najstarszy, patrzył to na brata, to na Nataszę, to zerkał ostrożnie na Iwana. Nie wiedział, co zrobić. Ten Dymitr, chorowity, prawie całe dzieciństwo spędził w szpitalach. Ten Dymitr zawsze polegał na młodszym bracie. Teraz musiał wybrać: brat i przyjaciółka, czy Iwan? Kto? Kto jest mu droższy? „I czego żeś się spodziewał? Że niby my mamy teraz cię przyjąć pod nasz dach? Aż śmiech bierze!” Ostro zawyrokowała Natasza. „I jak miałbyś nam się odwdzięczyć? Przy tobie ani kopiejki nie ma!” Dodał Siergiej. Jego złotozielone oczy przewiercały Iwana na wylot. „Pawłow!” Krzyknął starszy Rypnin z pogardą i splunął u stóp Iwana. Chłopakowi zakręciło się w głowie. Natasza i Siergiej odeszli z podniesionymi głowami nie odwracając się. Dymitr jakby się troszkę zagapił, ale zaraz dołączył do brata i przyjaciółki. Odwracał się co chwila, próbował przekazać wzrokiem Iwanowi to, jak było mu przykro. Jednak młody Pawłow stał wpatrzony w ścieżkę parku. Po prostu stał. Kręciło mu się w głowie.
- Waniu, mogę tak do ciebie mówić? – Zapytał łagodnie jakiś doktorzyna. Po nerwowym kiwnięciu głowy Iwana, kontynuował. – A więc Waniu, powiedz mi tylko, jak wyglądał morderca? Ten, którego widziałeś dzisiaj. Tylko to jedno pytanie, nic więcej.
Nagle wszystkie przyjemne barwy i dźwięki zaczęły go przytłaczać. Śpiew ptaków przerodził się w zatrważający huk i chichotliwy, pogardliwy śmiech. Śliczna zieleń kłuła w oczy. Nawoływania dzieci zamieniały się w nieznane głosy. Zwielokrotnione, zbyt wyraźne, wszędzie te krawędzie, ostrości… Chciał się gdzieś schować. Tak jak w tej małej skrytce pod schodami w jego dawnym domu. Tam był bezpieczny. Ale to było kiedyś. Jego przyjaciele! Jego najukochańsi! Gdzie? Gdzie oni są? Całe popołudnie pozostał w parku. Przyglądał się ludziom, ptakom, wiewiórkom. Próbował uspokoić oddech. Gdy słońce zaczęło zachodzić, spokojnym, spacerowym krokiem poszedł do siebie, do swojej dawnej kawalerki. Zabrał walizkę, zamknął drzwi. Wymazał z pamięci spotkanie z Nataszą, Dymitrem i Siergiejem. Nie pamiętał tego, wtedy nie. Ale dziwnym trafem w jego czarnym płaszczu pozostało coś zimnego i ciężkiego. Nie wiedział, co to jest, ani skąd to tam się wzięło. Istnienie tej rzeczy w jego kieszeni było tak oczywiste, jak słońce w dzień czy księżyc w nocy. Lub przyjaciele przy boku… On im pomagał, oni pomogą jemu… Zaczął spacerować po mieście. Jakimś cudem znalazł się pod domem młodych Rypninów. Było już ciemno. Spojrzał w okna. Paliło się światło. Miał przeczucie, że Natasza też tam jest. Wpatrywał się w świecące się na jasnożółto okno. Stanął pod drzwiami. Zadzwonił.
- No… Miał jasnoblond włosy, trochę pociągłą, pełną twarz, taki garbaty nos i ciemnoniebieskie oczy! Ubrany był w czarny, długi płaszcz. I chyba ciemnozielone spodnie. On się uśmiechał, drwił ze mnie. On mnie w to wrobił! – Tu Iwanowi głos się załamał. – To on zabił Nataszę, Siergieja i… i Dymitra! Ja bym ich nie skrzywdził! Wierzy mi pan? Wierzy mi pan, prawda?
Otworzył mu Dymitr. Spojrzał na Iwana i przeraził się. Przymknął drzwi i przez szparę zaczął coś do niego mówić. Ale Iwan nic nie słyszał. Uśmiechał się szeroko. Tak! Udało się! Był u przyjaciół! Kochani, na pewno go wpuszczą! Przecież byli jak rodzina, prawda? Nagle ktoś odciągnął Dymitra do tyłu. Próbował się złapać klamki, drzwi otworzyły się szerzej i Iwan zobaczył Siergieja. Chłopak trzymał brata za kołnierz, potrząsał i krzyczał mu w twarz. Dymitr odwrócił głowę i zamknął szczelnie oczy. Skurczył się jakby w sobie, zapadł pod pełną wściekłości postacią młodszego brata. Od najmłodszych lat Siergiej musiał zastępować głowę rodziny. Ojciec niby był, ale w ciągłych rozjazdach, rzadko kiedy pojawiał się w domu. A nawet wtedy zachowywał się całkowicie lekkomyślnie i bezsensownie. Trzeba było jakiegoś mężczyzny w domu! To był! I był nim Siergiej. Nie przywykł do odmowy. Dymitr wychowywał się sam, w szpitalach. Siergiej i Dymitr byli jak dwie krople wody z wyglądu. Ale tylko z wyglądu. Każdy był inny, każdy znał swoje miejsce w rodzinie i społeczności.
- Dobrze… - Wymruczał zajęty pisaniem doktor. „Pacjent opisuje kogoś podobnego do siebie, siebie samego. Podejrzewana…” – Wierzę ci, Waniu. Tak wierzę…
Niespodziewanie wkroczyła Natasza. Zarzuciła przed zakrętem pokoju długimi czarnymi lokami i na widok Iwana osłupiała na chwilę. „Co TY tu robisz?!” Iwan nie odpowiadał. Patrzył się pusto na Dymitra. Dłonie drżały mu w kieszeniach. Odruchowo gładził zimny przedmiot. Co to jest? Co tu robi? Siergiej zareagował natychmiast na odwrócenie głowy brata. Wymierzył mu mocny policzek tak, że Dymitr zachwiał się i upadł. „Waniusza…” Iwan osłupiał. Tylko Dymitr tak na niego mówił. Tylko przyjaciel. Prawa dłoń zaciskała się na zimnym ciężarze w kieszeni. Siergiej zaczął kopać z całej siły leżącego. „Waniuszy ci się zachciało! Ty rodzinny wyrzutku, ty wyklęta pluskwo!” Natasza podeszła tanecznym krokiem do Siergieja. Spojrzała pogardliwie na Iwana i utkwiła wzrok w młodszym Rypninie. „Zamknijże drzwi i zanieś Dymitra do pokoju. Sąsiedzi mogą coś podejrzewać, jak się będziesz tak darł.” Na to Siergiej podniósł za kołnierz półprzytomnego brata i rzucił brutalnie do sąsiedniego pokoju. „Mitia…” Wyszeptał Iwan. Wpatrywał się pusto w nieruchome ciało Dymitra. Siergiej już chciał zamykać drzwi, kiedy Iwan złapał go za ramię. „Hej! Pawłow! Co ty sobie do cholery wyobrażasz?! Spadaj! I to już!” Nagle zdębiał i cofnął się do przedpokoju. Iwan puścił jego rękę. Weszła Natasza „Siergiej, durniu! Miałeś zamknąć drzwi!” I ona również umilkła. Na jej twarzy malowało się przerażenie. „Przyjaciele!” Z radością wyrzekł Iwan. Rozłożył szeroko ręce, jakby chciał ich wszystkich przytulić. Uśmiechał się szeroko. „Kochani przyjaciele!” W prawej ręce trzymał nóż.
- Na podstawie dokumentacji biegłych psychiatrów sąd uznaje Iwana Pawłowa za niepoczytalnego i skazuje… - W sali rozległ się rumor. Ludzie przekrzykiwali się nawzajem.
Iwan otworzył oczy. Leżał odwrócony do ściany. Biel, przeraźliwa biel. „Co jest? Co się stało? Gdzie ja jestem?” Odwrócił obolałą głowę. W ręku ciążyło mu coś zimnego. „O Boże Przenajświętszy!” Spojrzał na leżącego obok Dymitra. Na resztę pomieszczenia nie zwracał najmniejszej uwagi. „Mitia! Mitia! Obudź się!” Ułożył nieprzytomnego na plecach i sprawdził, czy oddycha. Z trudem, ale oddychał! Iwan ułożył przyjaciela tak, żeby było mu wygodniej i poszedł zadzwonić po pogotowie. Wiedział doskonale, gdzie jest telefon. Znał ten dom, jak swój własny. Po drodze potknął się o coś, ale nie zwrócił na to uwagi. Przedstawił się, podał dokładny adres i z telefonem w ręku zbadał delikatnie Dymitra mówiąc dyspozytorowi pogotowia o kilku złamanych żebrach i najprawdopodobniej urazie głowy. Wszędzie była krew, dużo krwi. Ale to nie była tylko krew Dymitra. Jednak Iwan nie chciał przyjąć tego do widomości. Usiadł przy Mitii i wpatrywał się w jego spokojny profil sprawdzając co chwila czy oddycha. Zupełnie jakby spał. Tak pięknie spał.
- Cisza na sali! – Wykrzyknął sędzia i zastukał młotkiem w podstawkę. - Na podstawie dokumentacji biegłych psychiatrów, sąd uznaje Iwana Pawłowa za niepoczytalnego i skazuje na dożywotni pobyt w oddziale więziennym szpitala psychiatrycznego w Moskwie w zawieszeniu na dwadzieścia lat.
Cały był upaprany czymś lepkim. Sam nie wiedział czym. Rozglądał się po pokoju. Niespodziewanie zauważył jakąś postać stojącą tyłem w rogu. W pociętym na końcówkach płaszczu, który kiedyś pewnie był czarny, ale teraz niemal całkowicie zapełniała go nawpół zaschnięta krew. Zza kołnierza wystawały jasnoblond kosmyki włosów, również pochlapane szkarłatem. I nagle Iwan zobaczył. To, na co nie zwracał uwagi. I zaczął krzyczeć. Ogarnęło go prawdziwe przerażenie. „MORDERCA! ZABIŁEŚ ICH! JAK MOGŁEŚ! TO TY ICH ZABIŁEŚ!”
- Czy oskarżony chciałby jeszcze coś powiedzieć?
- Chciałbym. Mogę?
Sąsiedzi słysząc wrzaski wezwali policję. W tym czasie przyjechała karetka. Zastali Iwana wciśniętego w róg pokoju i ukrywającego twarz w dłoniach. Drżał. On znowu przyszedł. Znowu się pojawił. Od tylu lat dawał mu spokój. I znowu. ON ZNOWU TU JEST. Na środku leżały dwa trupy. Ciała miały niemal całkowicie poszatkowane, twarzy nie dało się w ogóle rozpoznać. W zakrwawionych szczątkach bieliły się kości: żebra, piszczele. Wyglądało to tak, jakby ktoś w napadzie szału ciął ostrym nożem na prawo i lewo, nie ważne w co. I tak też było w zasadzie. Tylko to nie był napad typowego szału. Napastnik cały czas się uśmiechał, czasami nawet śmiał. Napastnik właśnie trząsł się w rogu, cały we łzach. Nikogo więcej nie było w pokoju…
- Tak, możesz.
Przyjechała milicja i dopiero wtedy ratownicy medyczni zdecydowali się wkroczyć do mieszkania i zabrać Dymitra. Leżał zbyt blisko Iwana. Który to wciąż ściskał w dłoni zakrwawiony nóż. Milicjanci mierząc nerwowo do Iwana z broni rozkazali mu wstać. Wstał posłusznie patrząc jak ratownicy opatrują wstępnie i zabierają Mitię. Kazali mu puścić nóż. Patrzył na nich nierozumiejącymi oczami. Jaki nóż? Przecież on nic takiego nie ma. Nagle Iwan odwrócił lekko głowę w lewo. Na jego twarzy pojawił się wyraz przerażenia, upuścił z wstrętem broń i odskoczył do przodu jak oparzony. On znowu go prześladuje. I wciąż się uśmiecha. Kazali mu wyjść. Wyszedł spokojnie, pozwolił się prowadzić do samochodu. Zachowywał się jak nieprzytomny. Pozwolił założyć sobie kajdanki. Nie zwracał na nic uwagi. „Przyjaciele.” Tylko myślał. „Moi przyjaciele. Gdzie jesteście?”
- Wiem, że mojej winy nie odkupi żadna, nawet najsroższa kara. – Jak na niepoczytalnego Iwan mówił bardzo jasno i zrozumiale. Zauważyło to natychmiast parę osób na sali i zaczęto szeptać między sobą. Chłopak spojrzał na nich tylko udręczonym wzrokiem. Umilkli. – Wiem to. Zamierzam odsiedzieć moją winę, jak długo będzie trzeba, nawet do końca życia. Ale przedtem chciałbym tylko odwiedzić grób przyjaciół. Przepraszam, że wyskakuję przed szereg z ta prośbą. Chciałbym tylko osobiście ich przeprosić i poprosić o wybaczenie… - Łza spłynęła mu po policzku. Dodał jeszcze, ale już zupełnie cichutko. – Ja też ich kochałem. Nie chciałem zrobić im krzywdy.
Dymitr umarł w drodze do szpitala. Złamane żebro przebiło mu jedno z płuc. Zabrakło mu pół godziny. Natasza i Siergiej umarli szybko, zaraz po rozcięciu przez Iwana tętnic szyjnych. Nie cierpieli. On to wiedział. Wiedział, co się wydarzyło dokładnie. Ale nic nie mówił milicji. Nie bał się, po prostu nie chciał się bronić. Nie chciał, żeby rodzice Rypninów mieli świadomość tego, że jeden z ich synów zabił drugiego. Nie chciał, żeby żyli z tą winą, tym piętnem. Pozwolono mu zapalić świece na grobie przyjaciół. Był tam w obstawie czterech rosłych milicjantów. Nie zamierzał uciekać. Nie zamierzał popełnić samobójstwa. On ich skrzywdził, wytrzyma to wszystko, odkupi chociaż część swojej winy.

Zwykł mówić na Nataszę, Siergieja i Dymitra „przyjaciele”. Ale teraz będąc w szpitalu, w swojej jednoosobowej, małej celi myślał. Kim są prawdziwi przyjaciele? Czy taki termin w ogóle istnieje? I zdecydował, że przyjaciół nie ma. To tylko zdrajcy, ci, którzy udają, noszą maski i wbijają nóż w plecy. Nie ma przyjaciół. Przyjaciele nie istnieją.
- Kiedy u mnie było lato i kwitły słoneczniki, a u nich zima mroziła ręce. Wtedy przyszli do mnie. I ja im pomogłem. Powiedzieli „przyjaciele”. Pozostali przyjaciółmi. Kiedy jednak u mnie zaczęła się zima i chciałem pomocy, odeszli w swoje lato. No bo po co im ja? Skrzywdzili mnie. Czym dla nich byłem? Przyjacielem? A oni dla mnie? Też przyjaciółmi? Kim są ci przyjaciele, jeżeli potrafią tylko krzywdzić?
Obłoki go nie słuchały. Przesuwały się pchane przez wiatr. Noc. Znowu noc. Wczoraj znowu był na ich grobie. Pierwsza rocznica. Tyle tam było świec! Tyle krzyży! Tyle kartek! Do niego nikt nie przychodził. Nikt. Chciałby, żeby ktoś go odwiedził. Nawet, jeżeli miałby milczeć. Nawet, jeżeli miałby go oskarżać. Ale czułby wtedy, że kogoś obchodzi. A tak to… Jest tylko jeszcze jedną bezimienną osobą w wymalowanej na jasnozielono celi.
- A Bóg? Skoro tak kocha wszystkich ludzi, to dlaczego mnie zostawił? Dlaczego ja tylko jestem sam? I nawet nie potrafi sprawić, żeby chmury się rozwiały! Nie potrafi sprawić, żeby pokazał się księżyc! – Łzy płynęły po policzkach Wani. Bolało go to, co mówił. Przyjaciele, Bóg… Co jeszcze z pośród tych świętych rzeczy, w które wierzył okaże się kłamstwem? Co jeszcze? – Bóg też nie istnieje!
I nagle chmury się rozwiały i oczom Iwana ukazał się srebrny sierp księżyca. A zza krat odezwał się miły głos strażnika:
- Waniu? Chciałbyś poznać prawdziwego przyjaciela?

Kiedyś znajdziesz przyjaciela... Takiego prawdziwego! Wierzę w to!
Powrót do góry Go down
Prusy

avatar

Male Wiek : 317
Liczba postów : 584
Birthday : 18/01/1701
Join date : 05/04/2013
Skąd : Królewiec

PisanieTemat: Re: Napisali o mnie O.O   Sro Maj 15, 2013 5:49 pm

Ty już wiesz co ja o tym sądzę ^^ Ale co mi tam napiszę!


Oddaj mi pół tego swojego talentu bo się pochlastam! T^T Normalnie ja tutaj kompleksów dostaję! Geniusz, geniusz i jeszcze raz geniusz! Wieszczu ty mój ^^ Wstaw jeszcze cosik :D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Napisali o mnie O.O   Sro Maj 15, 2013 10:15 pm

Zgaduję, że chcesz obiektywnej i poważnej oceny opowiadania? Bo trudno mi ocenić "o co chodzi" kiedy nie znam ciebie.
Po pierwsze to co mnie w oczy kole to używanie spolszczonych imion rosyjskich. I nawet nie wiem czy powinnam się cieszyć, że dziewczyna, która w jednej linijce jest Natalią zostaje nagle Nataszą.
Dobra ale to tylko taka moja własna uwaga, proszę się tym nie przejmować.
"Z eleganckiej czarnowłosej mamy jego przyjaciółki, której spokojny głos tak dobrze znał, przeistoczyła się posiwiałą, przerażającą postać w czerni." Mam wrażenie, że między przeistoczyła się a posiwiałą powinno być "w"
"Ale po pewnym czasie Iwan zaczął się wiercić niespokojnie wiercić" Nie jestem pewna co autorka chciała przekazać, ale ja wcisnęłabym przecinek za pierwszym "wiercić"
Całość...Mocna jest. Ciekawie napisana. Podobają mi się retrospekcje idealnie wkomponowane w czasie rozprawy. Przyznam literatura ciężka ale napisana tak, że czyta się z zapartym tchem.
Cóż mogę powiedzieć więcej? Ja bym chciała mieć przynajmniej 1/10 talentu autorki.

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Napisali o mnie O.O   Czw Maj 16, 2013 3:46 pm

Autorka przekazuje: Dopiero po przeczytaniu uwag Pana Jones'a odnalazłam w tekście wymienione przez Niego błędy. Bardzo przepraszam, te nieścisłości wynikają jedynie z mojej nieuwagi, zarówno powtórzenia, braki jak i mylenie imion. Na następny raz spróbuję bardziej się pilnować. Dziekuję za miłe słowa, jak i za krytykę!
I jeszcze "kazała się kłaniać" (tak, tylko mnie to śmieszy :D Chyba, że znacie moją literaturę klasyczną..?)
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Napisali o mnie O.O   

Powrót do góry Go down
 
Napisali o mnie O.O
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Jaka ranga do mnie pasuje?

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Moda na Mafię :: 
 :: 
Wasze prace
-
Skocz do: