ZAPRASZAMY DO REJESTRACJI C:
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Czegoś takiego jeszcze nie było.

Go down 
AutorWiadomość
Norwegia

avatar

Male Liczba postów : 130
Join date : 14/05/2013
Skąd : Oslo

PisanieTemat: Czegoś takiego jeszcze nie było.   Pią Maj 17, 2013 4:27 pm

Na samym wstępie zaznaczam, iż publikowana treść miała tak na prawdę nie powstać. Jednak stało się inaczej, pisanie na świeżym powietrzu sprawia mi jakąś taką radość... I oto jest efekt tej radości. Nie wiem, czy komuś się on spodoba. Głównie ma to na celu wywołanie jakichkolwiek emocji u czytelnika. Jak się stanie- nie wiem. Przepraszam za długość tego tekstu, jest strasznie krótki. I... i przepraszam, że akurat Anglię tak... A z resztą, ciekawi przeczytają i się dowiedzą.
Zaznaczam, że praca nie ma tytułu. Zapraszam do lektury:


Uderzenie było śmiertelne. Nie, wcale nie niebezpieczne, bo tego terminu używa się jedynie w stosunku do żywych. Wszystko wydarzyło się w ułamku sekundy. Aż dziw bierze, że w tak zatłoczonym mieście jak Londyn znalazła się uliczka wolna od uciążliwego warkotu samochodów. No, widać, że na tym świecie jednak zdarzają się jakieś wyjątki. Ale skutki tego były opłakane, takiego obrotu spraw nie spodziewałby się nawet największy pesymista.
Z jednego z budynków na tej ulicy wybiegł, praktycznie z prędkością światła, młody blondyn. Wysoki, o cudownych krótkich blond włosach i urzekających szmaragdowych oczach ubrany w czarny garnitur na który narzucił kremowy płaszcz. Był wyraźnie rozdrażniony. Ponoć zawsze był gburowaty i skory do popadania w skrajne zdenerwowanie, ale teraz... Dobrze, że nikt się na niego nie natknął, bo mogłoby się zrobić bardzo nieprzyjemnie. Młodzieniec przebiegł kawałek chodnika, po czym zatrzymał się przy jednej z ulicznych latarni, które były jedynym nikłym oświetleniem tego ponurego miejsca. Zaciśnięte pięści, przyśpieszony oddech i zaszklone oczy wskazywały na to, że wydarzyło się coś złego.
Z desperacją rozejrzał się wokół. Ani żywego ducha... Jego jedynym towarzyszem w tym momencie był dość mocny wiatr, który zerwał się dość niespodziewanie. Nikt nie może mieć pojęcia o czym myślał. Jedno jest pewne, nie były to myśli pozytywne. Jednak w końcu usłyszał upragniony dźwięk. Z daleka dostrzegł reflektory szybko zbliżającego się samochodu. Czekał na odpowiedni moment... Nie zastanawiał się nad tym, co robi, targały nim emocje. Kiedy samochód był już wystarczająco blisko, bez zastanowienia wyskoczył na tor jego jazdy. Srebrne Mitsubishi nie zdążyło wyhamować. Wszystko potoczyło się szybko. Reflektory przecinające mrok i tęczówki blondyna dające ostatni rozpaczliwy impuls nerwowy. A potem była już tylko ciemność, głośny pisk opon odjeżdżającego z miejsca tragedii auta i zabarwiony na czerwono asfalt. I tylko gwiazdy pulsowały niewzruszenie w swym bezlitosnym cyklu płonących gazów, otaczając księżyc, który patrzył na to zajście z niemym zdziwieniem. A potem... Potem były łzy.

***

Telefon komórkowy stał się nagle bardzo ciężki, zupełnie jakby został wykonany z jakiegoś ciężkiego metalu. Trzymający go młodzieniec zamiast normalnie pobierać powietrze stał z lekko otwartymi ustami nie dopuszczając do siebie ani grama tlenu. Jego mózg automatycznie przestał już rejestrować słowa, które wypowiadała do niego osoba po drugiej stronie telefonu. Jednak największy cios otrzymało serce. Ogromny sztylet boleśnie przeszył je na wskroś, sprawiając że wszystko otaczające tego zwykle promiennego chłopaka o miodowych włosach i niebieskich oczach stało się czarno-białe i w ogóle bez znaczenia.
Alfred usiadł w fotelu nadal trzymając przy uchu słuchawkę, ale już całkowicie nie docierały do niego wydobywające się z niego odgłosy. Teraz dźwięki mogłyby równie dobrze nie istnieć. Jednak chwilę później musiał mimo własnej woli otrząsnąć się z tego średnio przyjemnego odrętwienia, które doskonale czyściło jego myśli i odpędzało wszelakie uczucia.
-Jest pan pewien? -spytał drżącym głosem.
-Niestety tak -rozległ się głos ze słuchawki -Miał ze sobą dowód osobisty.
-Błagam, proszę sprawdzić jeszcze raz, może się państwo pomylili -szepnął niemalże błagalnym tonem. Tak naprawdę miał ochotę zacząć krzyczeć, że to jedna wielka pomyłka i domagałby się potwierdzenia, że jego Arthur jest cały i zdrowy.
Ale nic takiego się nie wydarzyło. Mężczyzna, który wcześniej przedstawił się jako jeden z policjantów wyższej rangi zaczął mówić coś o konieczności identyfikacji ciała i przeprowadzeniu sekcji zwłok, ale młody Amerykanin nie miał ochoty czekać, aż skończy on mówić. Zdecydowanym ruchem nacisnął guzik z czerwoną słuchawką, po czym zagłębił się w miękkim fotelu.
Odruchowo podniósł dłoń i przetarł nią sobie policzki, uświadamiając sobie, że z jego oczu płyną gorzkie łzy. Chociaż nie... Nie były to łzy, to był istny potok, największy z jakim miał do czynienia kiedykolwiek w swym życiu. Obraz jaki majaczył przed jago oczami stał się widoczny jak przez mgłę, po kilku sekundach rozmył się dwa razy bardziej, aż w końcu stracił całkowicie ostrość, wyrazistość i kolory. Zatonął w słonym oceanie...

***

Telefon podskoczył na ławie rozświetlając się. Z jego głośnika popłynęły dźwięki żywej "Marsylianki", która była melodią bardzo wdzięczną i odróżniającą się od standardowych dzwonków. Ważne, że za każdym razem gdy zabrzmiała, wywoływała uśmiech na twarzy właściciela telefonu.
-Halo? -odezwał się Francis, który jak zwykle o tej porze siedział w salonie i tradycyjnie popijał lampkę wytrawnego czerwonego wina.
-Hej, mam smutne wieści -rozległ się głos ze słuchawki. W osobie dzwoniącej od razu rozpoznał Alfreda, jednak tym razem jego głos był znacznie bardziej przygaszony. Brzmiał tak, jakby za chwilę miał wyzionąć ducha.
-Tak? -spytał niepewnie.
-Arthur nie żyje -odpowiedział Amerykanin pośpiesznie, a Francuz na chwilę wstrzymał oddech.
Miał ochotę rzucić telefonem krzycząc, że jego szczeniackie żarty w ogóle nie są śmieszne, tylko niestosowne. Ale to był Alfred... A on, nawet będąc nieco irytującym małolatem, nie żartowałby z tak poważnego tematu. Zawsze odnosił się w stosunku Arthura jak najbardziej poważnie, więc nie było powodów, aby i tym razem było inaczej. Trzymany w ręku kieliszek z resztką trunku roztrzaskał się o podłogę, gdyż Francis nie był w stanie dłużej go utrzymać.
-Jak to? -jęknął nie wiedząc zupełnie, co ma powiedzieć. Całe szczęście, że jego rozmówca rozjaśnił wszystko.
-Wypadek samochodowy, tylko tyle wiem. Jak dowiem się czegoś więcej, dam ci znać.
-Tak... -mruknął bez większego entuzjazmu Francuz odrzucając telefon komórkowy na drugi koniec kanapy.
Jego poczucie rzeczywistości nie chciało za żadne skarby przyjąć, że Arthur, ten sam Arthur, który zawsze darł z nim koty o wszystko co możliwe, nie żyje. Może jakby był jakoś śmiertelnie chory... Ale żeby wypadek samochodowy? To brzmiało tak surrealistycznie...
Ale to było faktem. Bolesnym okrutnym, niezaprzeczalnym, niemożliwym do cofnięcia faktem, który zburzył całą monotonię dnia.
Bez większego zainteresowania opadł na prawy bok ciała wpatrując się bez celu w naprzeciwległą seledynową ścianę. Bo co mu pozostało...?

***

Oboje przez ostatnie dni nie odczuwali niczego poza zniechęceniem i melancholią. Apatia, która zapanowała w ich umysłach dość szybko przerodziła się z początku w nadzwyczaj silne poczucie nierealności otaczającego ich świata, zaś potem w czysty, nieskażony niczym żal, który nie pozwalał na wykonywanie jakichkolwiek czynności o wyższym stopniu niż przygotowanie sobie posiłku. Dzień pogrzebu był zarówno dla Francisa, jak i Alfreda ciosem między oczy.
Amerykanin stał tylko, wpatrzony w nieruchomą twarz ułożoną na miękkiej, jedwabnej zapewne, poduszce. Jego wzrok zatrzymał się na obliczu zmarłego, ale mózg nie mógł zablokować neuronów odpowiadających za wspomnienia. Przed oczami nie miał już tego samego Arthura. Tego nieco zrzędliwego, ale jednak towarzyskiego i skorego do żartów szmaragdowookiego blondyna. Jego umysł zapisał w pamięci widok zwłok wyretuszowanych przez jakiegoś specjalistę, który dokładnie pochował w klatce piersiowej roztrzaskane żebra, jakimś nieznanym sposobem wysklepił zapadnięte miejsca i starł krew nadając ranom zupełnie nieprawdziwy i rażący wygląd.
W tym całym obrazie był coś strasznego... Jakiś cień człowieka ukryty pod grubą skorupą barwników, olejów i Bóg wie czego jeszcze... Dlaczego nie można było ukazać śmierci w jej okrutnym, lecz prawdziwym blasku? Dlaczego...? Amerykanin wolałby zobaczyć w trumnie zmiażdżone i zakrwawione zwłoki, a nie tak żałośnie odrestaurowane ciało.
-Nie patrz, zapamiętaj go takiego, jaki był za życia -szepnął stojący obok niego Francis. Teraz mu to dopiero mówi? To już nie ma sensu, przecież i tak już zawsze będzie prześladował go widok ciała martwego... No właśnie, kogo? Przyjaciela, opiekuna, ukochanej osoby? Nie, to nie jest dobra chwila na snucie tak niepotrzebnych tematów!
Alfred przeniósł wzrok na innych zgromadzonych. Zebrali się chyba wszyscy, których znał, a może nawet jeszcze więcej... W oczy najbardziej rzucił mu się Gilbert kopiący czubkiem buta Bogu ducha winna kolumnę. Głowę miał spuszczoną, zapewne chciał ukryć wyraz twarzy, a ręce skrzyżował na piersi. Jednak poczuł na sobie spojrzenie Amerykanina i nieznacznie uniósł głowę, rzucając mu spojrzenie nasycone współczuciem.
Byli również inni. Ludwig bezskutecznie próbujący uspokoić zapłakanego Feliciano, Ivan opierający się o jedną ze ścian bocznych, Lukas cały czas patrzący z nieukrywanym smutkiem to na trumnę to na Alfreda, Feliks starający się skupić spojrzenie na bukiecie herbacianych róż i wielu innych... Każdy przyszedł się pożegnać.

***

Minęło sporo czasu, jednak rana, która pozostała w sercu Alfreda nadal krwawiła. Nie mógł zapomnieć dnia pogrzebu, ani widoku ciała Anglika. Cała ta sytuacja go przerastała... Teraz siedział na ławce przed marmurowym grobowcem i uparcie wpatrywał się w płytę, zupełnie jakby oczekiwał jakiegoś cudu. Róże zasadzone wokół grobu roztaczały wokół siebie przyjemną woń. Taką lekką, subtelna, delikatną, zmysłową... Jednak uwagę Alfreda po jakimś czasie przykuł złoty napis na płycie nagrobnej głoszący "Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą". Teraz zdał sobie sprawę z czegoś ważnego. Z czegoś, o czym powinien wiedzieć spoczywający w mogile.
-Artie... Ja cię kochałem... Nadal kocham -wyszeptał uparcie wpatrując się w litery, które powoli zaczynały tracić swą ostrość. Po chwili rozmyły się całkowicie, a ciałem Amerykanina wstrząsnęła fala szlochu.
Ale po krótkiej chwili jego skołatane nerwy powróciły na miejsce, a umysł wypełnił spokój. Wprawdzie prawda, smutek, żal i to okropne poczucie pustki pozostały i nigdy nie znikną, ale pośród nich pojawiły się przebłyski uczucia, dzięki któremu ludzkość jeszcze istnieje. Nadziei. Nadziei na lepsze jutro.


Ostatnio zmieniony przez Norwegia dnia Sob Maj 18, 2013 12:07 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czegoś takiego jeszcze nie było.   Pią Maj 17, 2013 4:44 pm

Niesamowite. Zrobiło mi sie naprawdę smutno. To sie nazywa tragedia. A teraz wybaczcie... *idzie sobie płaka w kącie*
Powrót do góry Go down
Norwegia

avatar

Male Liczba postów : 130
Join date : 14/05/2013
Skąd : Oslo

PisanieTemat: Re: Czegoś takiego jeszcze nie było.   Sob Maj 18, 2013 7:33 am

Jeden czytelnik- jak dla mnie to już ogromny sukces. Można by to było jakoś oblać, ale ja z nieletnimi nie pijam. XD
Tragedia? Tak właściwie to chyba nie ma jakiegoś określonego gatunku. Jest to bliżej nieokreślony efekt nudy i chęci udowodnienia sobie... czegoś. Chyba nigdy nie nauczę się porządnie oddawać emocji bohaterów, a o opisach już nie wspomnę. No nic, wyszło jak wyszło, ważne, że COŚ jest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Litwa

avatar

Male Wiek : 100
Liczba postów : 63
Birthday : 16/02/1918
Join date : 12/04/2013
Skąd : Vilnius

PisanieTemat: Re: Czegoś takiego jeszcze nie było.   Sob Maj 18, 2013 8:50 am

Jeden czytelnik? DD:<
Norge, chyba ostatnio nikt Ci porządnie nie przywalił za gadanie głupot. Toż to świetne jest. Tak mi się podoba, że nawet nie wiem jak to skomentować. ;_;

_________________
Pozdrowionka XD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Norwegia

avatar

Male Liczba postów : 130
Join date : 14/05/2013
Skąd : Oslo

PisanieTemat: Re: Czegoś takiego jeszcze nie było.   Sob Maj 18, 2013 8:55 am

Wcześniej jeden- teraz dwóch. Oblewamy!~ Albo opychamy się lukrecjowymi cukierkami, jak kto woli.
Hm, w sumie racja, ostatnio większego łomotu nie otrzymałem. Zapewniam, iż nie jest mi on jednak specjalnie potrzebny. XD I dziękuję, że się podoba.^^
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czegoś takiego jeszcze nie było.   Sob Maj 18, 2013 1:25 pm

Wow...Pięknie piszesz...Takie...Przejmujące, wzruszające i w ogóle...piękne ^.^

Podziel się talentem. :o
Powrót do góry Go down
Norwegia

avatar

Male Liczba postów : 130
Join date : 14/05/2013
Skąd : Oslo

PisanieTemat: Re: Czegoś takiego jeszcze nie było.   Sob Maj 18, 2013 3:45 pm

Trzeci odważny, co przeczytał- robimy święto międzynarodowe!~
Dziękuję bardzo, że się podoba^^
Ale przecież nie ma się czym dzielić. To tylko efekt zabicia czasu i godzin nocnych, który w ogóle nie miał powstać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Polska

avatar

Male Liczba postów : 1045
Join date : 16/04/2013
Skąd : Z twojej szafy

PisanieTemat: Re: Czegoś takiego jeszcze nie było.   Sob Maj 18, 2013 3:47 pm

Norwegia...Pięknie ;_;
Dlaczego tylko ja nie umiem pisać opowiadań? T.T Też chce tak pisać....
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://hetaliapwp.forumpolish.com/
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Czegoś takiego jeszcze nie było.   Sob Maj 18, 2013 3:53 pm

Czwarty~

Shit... Nie mam do czego się przyczepić. Żadnych litrówek, żadnych błędów stylistycznych, żadnych braków przecinka (a przynajmniej ja ich nie wyłapuje).
Przyznam, że mało by brakowało a rzeczywiście bym się rozryczała. No ale jednak trochę za mało rozpisane uczucia... zwłaszcza te pozytywne na samym końcu. Jednak opowiadanie jak najbardziej pozostawia w melancholii i niejakim smutku.
I nie wiem czy powinno mnie cieszyć, że autorowi pisanie na świeżym powietrzu sprawia tyle radości, że pisze takie dzieła XD

Ale, że od narzekania jest autor więc ja absolutnie wielbię tekst i z chęcią poczytałabym inne twoje prace. ~<3
Powrót do góry Go down
Norwegia

avatar

Male Liczba postów : 130
Join date : 14/05/2013
Skąd : Oslo

PisanieTemat: Re: Czegoś takiego jeszcze nie było.   Sob Maj 18, 2013 4:00 pm

Lepiej już być nie mogło.
Czyli opłacało mi się czytanie tekstu x razy- w końcu wszystko (?) jak być powinno. A co do pozytywnych uczuć... Przyznaję się bez bicia- nie potrafię ich opisać. Znacznie łatwiej przechodzi mi kaleczenie opisów uczuć negatywnych. To ten tekst pozostawia po sobie jakieś emocje? Nowość jakaś...
W sumie to było to pisane częściowo w brudnopisie, częściowo na świeżym powietrzu a także częściowo w późnych godzinach nocnych... No po prostu się dziwię, że tekst jest bez większych błędów. (przy sprawdzaniu często nie zauważam...)

Święta racja- od narzekania jest autor i to się od wiek wieków nie zmienia. I nie zmieni. Miło mi, że ktoś będzie czytał kolejne moje "dzieła".~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Czegoś takiego jeszcze nie było.   Sob Maj 18, 2013 6:12 pm

Boże... Teraz zacząłem sobie wyobrażać to wszystko. Zdanie po zdaniu. I tak jakoś bardziej płytko mi się oddychało. Ja... Taki dziwny ucisk mnie złapał. Tak tutaj *pokazuje środek klatki piersiowej*. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułem. Nie tak mocno. Chyba, że wtedy...
Stare czasy! ^^ Niesamowite opowiadanie! Podobały mi się oryginalne określenia i porównania. Czuć, że styl jeszcze nie wypracowany tak dobrze (odezwał się mól książkowy każdego gatunku *tylko nie romanse! >.< Od tego to jest Niemiec xD*), ale nie mam się do czego przyczepić. I masz pisać dalej! >J< Bo inaczej moja mafia się Tobą zainteresuje! >:D

Powodzenia w dalszej twórczości!
I częstszego pisania na dworze! :)
Powrót do góry Go down
Norwegia

avatar

Male Liczba postów : 130
Join date : 14/05/2013
Skąd : Oslo

PisanieTemat: Re: Czegoś takiego jeszcze nie było.   Sob Maj 18, 2013 6:17 pm

Boże, więcej niż pięciu czytelników... Bo się zaraz jeszcze zarumienię... XD
Styl... Nie mam swojego określonego, mogę napisać wszystko co sobie kto zażyczy, I to jest chyba mój błąd, trzeba by było znaleźć sobie stały repertuar. Ale cieszę się niezmiernie, że nie jest przynajmniej tragicznie! Dziękuję za przeczytanie.^^
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Prusy

avatar

Male Wiek : 317
Liczba postów : 584
Birthday : 18/01/1701
Join date : 05/04/2013
Skąd : Królewiec

PisanieTemat: Re: Czegoś takiego jeszcze nie było.   Sob Maj 18, 2013 6:43 pm

Cudne... przecudne...Piszesz wspaniale! Więcej nie napiszę, bo i tak nie odda to mojego podziwu .
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Norwegia

avatar

Male Liczba postów : 130
Join date : 14/05/2013
Skąd : Oslo

PisanieTemat: Re: Czegoś takiego jeszcze nie było.   Sob Maj 18, 2013 6:47 pm

Nie wierzę, nie wierzę, po prostu nie wierzę, że aż tylu osobom się to podoba!
Dziękuję za przeczytanie.^^ A że się jeszcze podoba... no po prostu autor lepszej rzeczy nie mógłby usłyszeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Czegoś takiego jeszcze nie było.   

Powrót do góry Go down
 
Czegoś takiego jeszcze nie było.
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pokaż swoją twarz!
» Stary wampir i jeszcze starsi wrogowie
» Alexander Everill

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Moda na Mafię :: 
 :: 
Wasze prace
-
Skocz do: