ZAPRASZAMY DO REJESTRACJI C:
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 I po cholerę ja tu daje RusAme jak nikt nie lubi?! :"D

Go down 
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: I po cholerę ja tu daje RusAme jak nikt nie lubi?! :"D   Nie Maj 19, 2013 7:47 pm

ACHTUNG!
Niniejsze opowiadanie dotyczy pary Rosja x Ameryka i jakby nie patrzeć zawiera treści nie przeznaczone dla osób poniżej osiemnastego roku życia. Autor zastrzega sobie do niego prawo i uprasza o nie kopiowanie. Zarazem autor nie ponosi odpowiedzialności karnej za utratę zdrowia psychicznego i/lub fizycznego na wskutek przeczytania niżej umieszczonego tekstu.
Tekst nie jest wersją obetowaną i może zawierać śladowe ilości błędów stylistycznych, literówek i interpunkcyjnych.

RusAme : Za pokój i współprace

<i>„Towarzysze Obywatele! Zbrodnicza prowokacja podżegaczy wojennych znów spaliła na panewce. Dzięki wspólnym działaniom udało się opanować zarazę, którą samoloty Amerykańskie zrzuciły nad Niemcy i Polskę.
Z góry ostrzegamy przed niebezpieczeństwem ze strony wroga komunizmu. W cieniu ich Statuy Wolności czai się jarzmo okrucieństwa i prześlado….”</i>
Telewizor nagle zgasł zostawiając krótki i cichy syk. W pokoju zapadła absolutna ciemność. Grube firanki zasłaniały okno, drzwi szczelnie zamknięte a wszystkie żarówki pogaszone. Nastała cisza. Ameryka siedział na czerwonej kanapie z podkulonymi nogami i obejmował je ramionami chowając głowę w kolanach. Starał się siedzieć nieruchomo jednak nie udało mu się ukryć jak trudno powstrzymać mu się od płaczu. Łzy ciskały się pod powieki jednak blondyn za wszelką cenę starał się opanować co mu się nie udawało i po chwili trząsł się i gwałtownie nabierał powietrza. „Dlaczego?” – To pytanie dudniło mu w uszach i powracało echem zostawiając go w jeszcze większym zmartwieniu. Jeszcze kilka lat temu on i Rosja byli towarzyszami broni, walczyli przeciw Hitlerowi. Ramie w ramie wysyłali swoich żołnierzy by powstrzymać wspólnego wroga. Rosję uważał za najlepszego sojusznika- silnego i mądrego. Obaj byli supermocarstwami, kimś ponad przeciętne państwo. Ale teraz zakończyli wojnę, powinien być pokój. Więc czemu Związek Radziecki mówi tak straszne rzeczy o Stanach Zjednoczonych?
Alfred zapalił lampkę na stoliku obok jednak nie odwrócił wzroku od drewnianego mebla. Był na nim mały przedmiot, można by go niechybne nie zauważyć jednak Ameryka pamiętał o nim od samego początku kiedy go położył. Mała przypinka. Prostokątna może ze dwa na trzy centymetry. Niebieskie oczy widząc napis „за мир и сотрўдничество” pomiędzy dwiema flagami- ZSRR i USA, zalały się gorzkimi łzami.
- „Za pokój i współprace” – zawył już nie starając się uspokoić – Gdzie zatem jest ten pokój i współpraca? – zapytał a słone krople z jego oczu skapywały co i rusz na jego koszule. – Czemu nagle zapadła Żelazna Kurtyna? Czemu Rosja uważa mnie za wroga? Czemu nie może zapanować pokój? Czemu? Ja chce pomóc i…i… - słowa coraz szybciej wypadały z jego ust odbierając mu dech przez co zamilkł nagle łapiąc duży haust powietrza. Wpatrywał się w przypinkę łkając by po chwili wpaść na genialny pomysł. Natychmiast przetarł oczy rękawami lotniczej kurtki i zerwał się z kanapy. Złapał w locie przypinkę i wybiegł z pokoju. No może nie od razu bo w ciemnościach potknął się o stolik do kawy jednak potem szybko wyszedł z pokoju . Szedł szybkim krokiem długim korytarzem wyłożonym czerwonym dywanem, który tłumił jego kroki.
- Jones! – ktoś za nim zawołał go więc odwrócił głowę. Dojrzały mężczyzna o jasnych włosach i ciemnych brwiach podszedł szybkim krokiem do niego i wziął głęboki wdech. Ameryka wiedział iż taka gimnastyka nie była dla tego człowieka łatwa. – Gdzie tak szybko idziesz? – spytał miło mężczyzna – Mało okularów nie zgubiłem by cię dogonić.
- Muszę coś załatwić Szefie. – odpowiedział szybko Alfred i już szedł dalej.
- Ale z kim i gdzie? – zapytał za nim Truman stropiony trochę zapłakanymi oczami młodzieńca i zbyt dużą werwą do zrobienia „czegoś”.
- W ZSRR z Ivanem! – rzucił Jones już znikając za rogiem. Trzeba przyznać, że ostatnie słowa bardzo zdziwiły prezydenta Stanów Zjednoczonych. Nie za bardzo wiedział co może przyjść z tej rozmowy i… Co jeśli Alfredowi coś się stanie?
Trzeba przyznać iż chęć Alfreda do rozmowy z Ivanem przyszła bardzo szybko i zapałała całym pokładem energii blondyna jednak podczas długiego lotu chłopakiem nagle zawładnęła niepewność. Dopiero teraz uświadomił sobie ryzyko i możliwość przegranej. Pomimo tego co mówiły inne kraje on też ma swoje wątpliwości, obawy i lęki. Nie jest lekkomyślny- jeśli jemu stanie się krzywda to ludzie z kraju jaki reprezentuje poczują to dotkliwiej. Zagryzł dolną wargę i zacisnął dłonie w pięści. „To szaleństwo” – krzyczało coś wewnątrz niego „Nie przekonasz Ivana by sam Stalin zmienił zdanie!” – zadrżał od własnych myśli i już otworzył usta by wydać rozkaz powrotu, kiedy pilot z teksańskim akcentem powiedział mu o zgodzie na lądowanie. Po chwili pilot powtórzył komunikat jednak Alfred słyszał go dobrze i za pierwszym razem. W jednej chwili przestał słyszeć warkot silnika. „Zgodzili się?” - nie dowierzał w myślach. „Stalin czy Ivan?” - myślał rozpaczliwie póki pilot nie krzyknął znów o zgodzie na lądowanie. Ameryka skinął głową, aby lądować. Metalowy ptak zgrabnie przesuwał się po płycie lotniskowca aż w końcu zatrzymał się a silniki powoli się uspokajały. Alfred nie czekając na pilota wyskoczył z samolotu kiedy tylko otworzyły się drzwi. Wziął głęboki wdech widząc przed sobą Ivana. Powietrze było mroźne jednak orzeźwiające, pozwalające szybko obudzić umysł i ciało po locie.
- Здравствуй в Москве! – Przywitał się miło Rosja już w niedźwiedzim uścisku przytulając Alfreda, który był widocznie tym zdziwiony. Platynowowłosy oderwał się od Ameryki i złapał go mocno za ramiona przyglądając się z uśmiechem. – Што cię tu sprowadza towarzyszu? – zapytał głośno co wyrwało Jonesa z odrętwienia.
- Ja… - zająkał się ale Braginsky już złapał go pod rękę i ciągną w stronę budynku.
- Racja! Nie będziemy gadać na dworze, da? – powiedział i nim Alfred zauważył dał się zaciągnąć do budynku, który spełniał zarówno rolę hangaru dla samolotów jak i pokoju socjalnego pilotów. Ci zwłaszcza nie omieszkali wpatrywać się cały czas w złotowłosego. Speszony Ameryka dał się prowadzić Rosji aż doszli do taksówki. To dziwne jednak konwersacje znów zaczął Braginsky:
- Że chciało ci się lecieć taki kawał drogi! I jeszcze kiedy tutaj panuje jesień!
Ameryce zdawało się, że to wczesna zima jednak nie wypowiedział swej opinii na głos.
– Milczysz, towarzyszu? – platynowowłosy spojrzał zmartwionym wzrokiem na kompana. – Musiałeś zmarznąć! Dam ci bimbru to szybko odtajesz! – powiedział radośnie. Ameryka jednak wcale nie zamarzł. Wręcz przeciwnie. Krew wrzała w nim i dudniła w uszach. Nagle w myślach zaczęły plątać mu się pytania. W końcu nie mogąc znieść gonitwy myśli wybuchł gwałtownie, odwracając głowę w stronę Rosji:
- Dlaczego jesteś dla mnie taki miły? Gdzie się podziały anty propagandowe hasła o nienawiści?! Dlaczego nagle jesteś moim przyjacielem skoro cały Układ Warszawski przepełniony jest kłamstwami iż to ja jestem zły?!
Mina Bragińskiego stężała i spochmurniała. Fioletowe oczy oderwały się od tyłu kierowcy, który przysłuchiwał się akcentowi drugiego pasażera bardzo uważnie, i powędrowały na Alfreda. Ten z drgającymi wargami i szklanymi oczami wpatrywał się wyczekująco na odpowiedź. Nie otrzymał jej jednak. Taksówkarz zatrzymał się i podał cenę więc Rosja dał mu pieniądze i wyszedł z samochodu. Alfred patrzył długo nie bardzo chyba rozumiejąc co się dzieje i dopiero po krótkim warknięciu Ivana: „Высаживатъся!” wysiadł pośpiesznie z auta. Taksówka odjechała a on stał na środku ulicy jak kołek. Po sekundzie jednak ktoś zaczął na niego trąbić i Ivan szybko pociągnął go na chodnik za rękaw.
- To nie Stany. Tu nie stoi się na środku ulicy. – rzucił oschle i już zmierzał w kierunku domku. Jones nie bardzo rozumiejąc co się dzieje ruszył za gospodarzem. Dopiero gdy drzwi zamknęły się za blondynem Ivan westchnął odwracając się znów przodem do gościa.
- Jesteś czerwony. – zauważył położył dłoń na rozpalonym policzku niebieskookiego, który szybko ją odepchnął. Alfred zesztywniał cały i zacisnął dłonie w pięści.
- Przestań! Do cholery przestań udawać i powiedź co się dzieje! – rozkazał niemal tupiąc jak dziecko nogą. - Mam już dość oszczerstw i tego, że… - monolog Alfredowi przerwał Ivan wpijając się w jego usta. Jones rozluźnił palce i przymknął oczy oddając się pocałunkowi. Rozluźnił się czując chłodne dłonie na swoich policzkach z wypiekami. Pocałunek się pogłębił a Rosja naparł ciałem na blondyna, który wpadł plecami na ścianę. Nie przerywając pocałunku chłodne dłonie fioletowookiego zjechały niżej chłodząc szyje i obojczyk Ameryki, który nagle odpłynął myślami i stopniał niczym lód pozwalając ze sobą robić wszystko. Jednak Ivan wykorzystał to tylko do jednej chęci. Jego palce szybko rozpinały guziki śnieżnobiałej koszuli Ameryki i zgrabnie przejechały wzdłuż całego torsu od umięśnionego brzucha po barki przez tors zadziornie zaczepiając o sutki. Alfred jęknął w usta kochanka i poczuł, ze brakuje mu powietrza. Odchylił się lekko nabierając powietrza jednak jego błękitny wzrok zatrzymał się na fioletowych oczach. Dłonie Rosji w tym czasie zsunęły koszule i kurtkę Jonesa lekko pieszcząc skórę ramion obniżając się wraz z materiałami aż te upadły cicho na podłogę. Blondyn czując delikatne muśnięcia palców na swoich ramionach zadrżał a na rękach pojawiła się mu gęsia skórka. Nie chciał jednak przerywać, wręcz przeciwnie. Zarzucił ręce na szyje kochanka i wplatając jedną z dłoni w jego włosy i znów rozpoczął gonitwę ich języków. Rosja objął go w pasie i podniósł po czym z łatwością jakby trzymał szmacianą lalkę przeniósł Alfreda do sypialni. Jones nie bardzo przyglądał się pokojowi, wiedział tylko iż był jasny i duży, a po chwili poczuł także pod nagimi plecami atłasową kołdrę- chłodną i gładką pachnącą jaśminem. Sufit niebieskim oczom po chwili zasłoniła twarz Ivana- chłodna, poważna. Zdjął mu powoli okulary i odłożył obok na stoliku dalej wpatrując się w kochanka z dłońmi po obu stronach jego głowy. Jones nie bardzo wiedział na co czeka Rosja. Jemu serce waliło jak młot, wnętrzności niemal wykręcały się na drugą stronę i nie mógł złapać oddechu a to wszystko przez chęć kochania się w Ivanem. Ten jednak wisiał nieruchomo i spokojnie wpatrywał się w niego. Alfred nie wytrzymał i wyciągną szybko dłonie chcąc zdjąć ubranie kochanka jednak ten szybko złapał go za nadgarstki i przycisnął do łóżka a na jego ustach znów pojawił się uśmiech taki sam jak na początku wizyty. Ameryka w jednej sekundzie wrócił na ziemię, to wcale nie był uśmiech miły i radosny lecz sadystyczny, Rosja od samego początku wiedział, że to się tak skończy, że Alfred mu się odda. Z ust niebieskookiego wydobył się jęk smutku a oczy zaszkliły. Bragińsky wpatrywał się w ten obrazek zauroczony i rządny więcej bólu chłopca pod nim. Pochylił się i i zrobił sporą malinkę na szyi blondyna potem drugą na jego obojczyku. Alfred zacisnął zęby i odwrócił głowę w bok, tak bardzo nienawidził się teraz za tak słabą walkę swojego honoru z pożądaniem. Mocny uścisk prawej dłoni złapał oba nadgarstki niebieskookiego, który syknął cicho i znów spojrzał przed siebie z dziwną chęcią dowiedzenia się co teraz. Rosja wolną ręką zjechał poniżej paska kochanka i przez materiał spodni masował jego męskość. Jones wydał cichy jęk jednak szybko stłumił go zaciskając usta i zaciskając oczy. Nic to mu jednak nie dało bo przyjemność była coraz większa a on odruchowo zaczął się wić i wyginać chcąc by przyśpieszono trochę tępa. Jednak on nie chciał, fioletowe oczy wpatrywały się nadal w cierpiącego blondyna, który poddawany był powolnej przyjemności. Najbardziej bawiło go to, że wiedział iż Alfred nie poprosi, nie zacznie błagać bo unosi się dumą i honorem. Tak jak on. Zabrał dłoń co wywołało jęk niezadowolenia u blondyna jednak ten szybko zniknął widząc jak ta sama dłoń rozpina pasek jego spodni i zdejmuje a raczej zszarpuje je z niego. Jakkolwiek Rosja to zrobił to jednak pozbawił spodni i bokserek Alfreda nie odrywając dłoni od jego nadgarstków. Ivan założył sobie jedną z nóg kochanka na bark i niemal zerwał ścięgno Alfredowi, który zawył głośno z bólu i zacisnął dłonie tak mocno, że paznokcie przebiły się przez jego skórę i cienka strużka rubinowej krwi skapała na stalowoniebieską kołdrę. Kiedy ból powoli mijał nastąpił kolejny, tym razem spowodowany gwałtownym wejściem w niego. Znów zawył zalewając się łzami jednak ani myśląc o błaganiu by Rosja przestał. Teraz kiedy przyjemność prysnęła nie chodziło o żądze lecz, o własną dumę Bohatera. „Nie będę prosić, nie będę błagać” – powtarzał sobie w myślach póki ból nie przerodził się w coś odmiennego. Szybkie ruchy Ivana przynosiły coraz większą przyjemność. Fala ciepła zalała całe ciało blondyna, który wygiął się w łuk i jęczał coraz głośniej zakrzykując przyśpieszone lecz nie rytmiczne dyszenie Rosji. Błękitne oczy przyciemniały i nabrały kobaltowego koloru w czasie kiedy chłopak doszedł. W chwilę potem doszedł Rosja odchylając przy tym głowę do tyłu i cicho stęknąwszy. To jednak nie był koniec bo Ivan nadal poruszał się w Blondynie, teraz trochę wolniej i co jakiś czas mocniej trafiając w czuły punkt Alfreda, który zlany potem i zmęczony nadal wyginał się w łuk i jęczał właśnie w mocniejszych pchnięciach kochanka. Obrócił głowę w bok kładąc rozgrzany policzek na chłodnym materiale i pomimo wyczerpania doszedł jeszcze raz jednak teraz w tym samym momencie co Rosja, który od razu upadł na chłopaka łapiąc duże hausty powietrza. Alfred przygnieciony ciężarem łapał krótkie i urywane wdechy nie mając nawet sił na zrzucenie Rosji ze swojej klatki piersiowej. Poczuł nagle mrowienie w dłoniach i nie musiał nawet patrzeć na nie by wiedzieć iż jego nadgarstki są wolne a na nich pozostały tylko pręgi. Obiecał sobie wyjść stąd jak najszybciej, wrócić do USA i zapomnieć o wszystkim, ale to jak chwilę odpocznie, tylko chwilę. Błękitne oczy zniknęły za powiekami i chłopak nim się spostrzegł znalazł się w objęciach Morfeusza.
Alfred obudził się wczesnym rankiem. Wiedział, że przespał pół dnia i całą noc ale mimo to ból w mięśniach nie pozwalał mu się ruszać. Leżał bezwładnie na boku patrząc w ścianę, na której w szklanej gablocie wisiało kilka medali i orderów na kolorowych wstęgach. Nie bardzo znał się na rosyjskich odznaczeniach jednak wyglądały na bardzo ważne i wysoko znaczące. Westchnął głęboko i zadrżał z zimna. Mimo iż leżał pod kołdrą chłodny materiał przyprawiał go o dreszcze, które jak szpilki wbijały się w bolące ciało. Drżenie ustało kiedy ciepłe ciało przytuliło się do jego pleców. Delikatny zapach jaśminu nie ukrywał ostrego zapachu alkoholu i Alfred szybko zmarszczył nos i z oburzeniem już miał się odwrócić do Rosji kiedy ten wplótł palce w jasne loki i chwilę gładziły głowę Ameryki, który pomimo bólu zerwał się na równe nogi i zaczął się ubierać.
- Odwiozę cię. – zaproponował fioletowooki jednak Alfred zapinając guziki koszuli odwrócił się do niego gwałtownie.
- Nie chce! – niemal krzyknął i zabrał się za zakładanie buta – Poradzę sobie. – powiedział ciszej jednak stanowczym głosem mimo iż sam nie był tego taki pewny.
- Ale…
- Nie! – powiedział znów głośno wyprostowując się i wpatrując wściekłym spojrzeniem w Rosję. – Mam już dość twoich gierek. Jeśli chciałeś wojny to będziesz ją miał! – uniósł podbródek lekko ku górze po czym odwrócił się i wyszedł szybkim krokiem z pokoju. W korytarzu założył na siebie kurtkę i trzasnął frontowymi drzwiami. Rosja westchnął głęboko i położył się delikatnie na łóżku pachnącym jeszcze kochankiem kiedy nagle coś ukuło go w ramie. Podniósł się i wymacał dłonią przedmiot w fałdach materiału. Mała przypinka była mu znajoma. Sam podarował ją Ameryce kiedy walczyli z III Rzeszą.
- За мир и сотрўдничество – powiedział cicho patrząc na przedmiot po czym zamknął go w dłoni i z powrotem położył się przymykając oczy.
Alfred oczywiście tylko czystym cudem i wielkim szczęściem pomyślnej gwiazdy trafił na lotnisko gdzie jego pilot z Teksasu czekał z utęsknieniem ledwo odganiając od siebie Rosjan skorych upić go domowej roboty bimbrem.
Rozgniewany Ameryka dopiero w połowie drogi powrotnej uspokoił się na tyle by uświadomić sobie, że nie zapytał się Rosji dlaczego on go nienawidzi. Nie miał zamiaru jednak wracać, pilot chyba też nie byłby zadowolony takim postanowieniem. Patrząc przez boczne okno zamyślił się: „Jeśli chce wojny będzie ją miał” – jego własne słowa odbijały się echem mu w głowie. Nie chciał wojny. Zadrżał przypominając sobie co się stało. Westchnął głęboko i uspokoił się. Przymknął oczy i oparł rozgrzane czoło o chłodną szybę samolotu.
- For peace and partnership…


• (Za mir i sotrudniciestwo) ros. Za pokój i współprace
• (Zdarstwuj w Maskwie) ros. Witaj w Moskwie
• (Szto) ros. Co
• (Wysarziwatsja[wygląda dziwnie dlatego w opowiadaniu zostawiłam napisane cyrylicą]) ros. Wychodź
• ang. Za pokój i współprace


Taksówki…w Moskwie… w 47… XD XD XD
Tak w ogóle to akurat ja mam tą przypinkę, która pojawia się w opowiadaniu~
Powrót do góry Go down
 
I po cholerę ja tu daje RusAme jak nikt nie lubi?! :"D
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Moda na Mafię :: 
-
Skocz do: